Na drugiej stronie papierowej „Rzeczpospolitej” i na głównej stronie internetowej ukazało się oświadczenie:
"Przestrzegając najwyższych standardów etyki dziennikarskiej, Rada Nadzorcza i właściciel wydawnictwa Presspublica Grzegorz Hajdarowicz rozpoczęli postępowanie wyjaśniające w sprawie opublikowania w należącym do wydawnictwa dzienniku „Rzeczpospolita” artykułu „Trotyl we wraku tupolewa”. W ciągu najbliższych dni z najwyższą starannością zbadamy wszystkie aspekty związane z wyżej wymienioną publikacją, a wyniki swoich prac przedstawimy opinii publicznej. Jesteśmy przekonani, że w wypadku potwierdzenia źródeł informacji oraz zasadności publikacji powinniśmy chronić zarówno źródła osobowe, jak i samych dziennikarzy. Jednak jeśli okaże się, że nie dochowano standardów wykonywania zawodu dziennikarza, a tym samym wprowadzono w błąd czytelników „Rzeczpospolitej”, osoby za to odpowiedzialne poniosą daleko idące konsekwencje - czytamy w oświadczeniu.” Podpisał je prezes Zarządu Grzegorz Hajdarowicz i trzech członków Rady Nadzorczej.
„I oni mogą go zwolnić albo nie. I co mają zrobić? Przecież to proste. Podpowiem w trzech punktach” – pisze naczelny „Super Expresu".
Po pierwsze, powinni przeczytać tekst Cezarego Gmyza, o którym mowa. A w nim dwa razy akapit: "Eksperci nie są w stanie stwierdzić, w jaki sposób na wraku maszyny znalazły się ślady trotylu i nitrogliceryny. Wciąż biorą pod uwagę hipotezy, według których osad z materiałów wybuchowych mógłby pochodzić z niewybuchów z okresu II wojny światowej. Wówczas w rejonie Smoleńska toczyły się bardzo ciężkie walki".
Aha! Aha! Czyli Gmyz i Wróblewski wcale nie twierdzą i nie twierdzili, że był to zamach! To kluczowa informacja!
Po drugie, nie wolno mieszać tego, co napisano w "Rzeczpospolitej", z tym, co bardzo niemądrze nawyrabiał po tej publikacji w gorącej wodzie kąpany nadinterpretator Kaczyński, bo dziennikarze nie mają z tym nic wspólnego. Nic wspólnego!
Po trzecie, Szanowni Właściciele "Rzeczpospolitej", musicie właśnie zdecydować, czy Wasz interes prowadzicie Wy, czy też prowadzić go Wam będą inni ludzie, którzy Waszą niezależność przejmą dzięki usłużności rządowych klakierów, bo oni już zmanipulowali całą sprawę i wydali wyroki. A jeśli przestaniecie kontrolować biznes, to już nie będziecie biznesmenami, tylko geszefciarzami.
A jaka jest prawda o trotylu? Ja nie wiem! Prokuratura też nie wie! Wcale nie twierdzi, że w szczątkach samolotu nie ma śladów trotylu, ale też tego nie potwierdza. Próbki mają Rosjanie! Nie my!
Reasumując: jeśli zwolnicie teraz Wróblewskiego, przegracie – kończy komentarz Jastrzębowski.
Znam Cezarego Gmyza jako rzetelnego dziennikarza. Wielokrotnie udzielał wyważonych komentarzy naszemu portalowi. Pisze odważnie. Wierzę, że właściciele „Rzeczpospolitej” nie ugną się przed medialną i polityczna nagonką, że będą uczciwi wobec Gmyza, Wróblewskiego i obywateli. Powinni pamiętać, że prawda o przyczynach katastrofy smoleńskiej drobnymi krokami wychodzi na jaw. Bolesna, trudna, nie dla wszystkich niewygodna. Powinni być jej mądrymi sprzymierzeńcami, dopóki nie poznamy jej do końca.
Jarosław Wróblewski
