03.09.18, 10:00

,,Władzo, dręcz mnie, ręcznie''. Polityczny masochizm totalniaków

Dziś nie będzie o konwencji PiS, o zapowiedziach programów wyborczych dla Polski samorządowej, o udanych wystąpieniach polityków Zjednoczonej Prawicy i przedłużonej umowie, dotyczącej dalszej współpracy pomiędzy partiami prezesa Kaczyńskiego, ministrów Ziobry i Gowina. Dziś spróbujemy przyjrzeć się próbom odwrócenia wektorów sprawiedliwości dziejowej, politycznej i społecznej poprzez drobne czyny, mogące mieć dalekosiężne skutki. Z lekkim przymrużeniem oka.

Cztery lata temu Janusz Korwin-Mikke wymierzył siarczysty policzek byłemu TW komunistycznych służb pseudonim Znak, Michałowi Boniemu. Dziś pytany, czy nie żałuje, że tak zrobił twierdzi, że popełnił błąd policzkując kolaboranta PRL-owskich służb. „Kapusiom nie przysługują zdolności honorowe, więc powinienem go kijem obić, a nie policzkować”- stwierdził Korwin-Mikke.

Tak zwanym obywatelom RP można było wszystko – blokować marsze patriotyczne, miesięcznice smoleńskie, zakłócać uroczystości żałobne Inki i Zagończyka, szarpać starszych ludzi, zachowywać się agresywnie i manipulować - byle wywrzeć presję i osiągać zamierzone cele. Porównywanie obecnych władz PiS do PZPR (Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej) jest znakiem rozpoznawczym środowisk, których reprezentanci czy ich rodziny, sami służyli w resortach siłowych lub w podległych im specsłużbach PRL. Prowokowanie policjantów, krzyki, obelgi, które miały doprowadzić do reakcji funkcjonariuszy, co w następstwie zostałoby najprawdopodobniej przedstawione jako przejawy totalitarnych rządów PiS nie odnosiły zamierzonych skutków. W sieci krążą satyryczne obrazki przedstawiające obywateli RP i innych aktywistów z KOD, którzy do policjantów kierują prośby i błagania „No uderz, uderz”! Gdy prośby, groźby i prowokacje nie odnosiły skutku, typowano jakiegoś pozoranta w stylu redaktora Diduszki, który kładł się na chodniku w charakterze ofiary, bądź też wkładał ortopedyczny kołnierz i z ręką na temblaku mógł grać do kamery rolę ofiary PiS-owskiego reżimu.

Prośby Obywateli RP zostały wysłuchane podczas uroczystości obchodów 79 rocznicy wybuchu II wojny światowej na Pl. Piłsudskiego w Warszawie. Jedna z aktywistek, regularnie zakłócających wszelkie możliwe wydarzenia oficjalne, specjalizująca się w próbach rozbijania spotkań wiceministra Patryka Jakiego z mieszkańcami Warszawy, szerzej znana jako „Ruda z KOD”, została poczęstowana soczystym plaskaczem przez jedną z kobiet, która prawdopodobnie nie mogła już znieść wycia i zakłócania przebiegu ceremonii państwowej. Zaskoczenie malujące się na twarzach Rudej oraz jej towarzyszy wydawało się wyrażać proste, fundamentalne pytania: „Jak to? To nas biją? To nie my bijemy?”

Przemoc werbalna i fizyczna stosowana przez lewackie bojówki zaczęła przybierać formy niedopuszczalne i racjonalnie nieuzasadnione. W skrajnym wydaniu mamy z nimi do czynienia w wydaniu ANTIFY, której zamaskowani członkowie pod wydumanymi hasłami walki z prawicowymi faszystami i nazistami udzielają sobie prawa do fizycznych napaści na uczestników pokojowych marszów i zgromadzeń. Tak było w przypadku napaści na uczestników Marszu Niepodległości w 2010, 2011 czy w latach późniejszych. Obywatele RP i KOD-ziarze, może dlatego że w wieku okołoemerytalnym i bez czarnych kominiarek, stosują głównie agresję słowną, chociaż ich cele są podobne do celów ANTIFY- zastraszenie środowisk prawicowych i zniechęcenie zwykłych obywateli do współuczestnictwa w życiu publicznym pod ich egidą.

Nie zachęcamy tu do stosowania agresji fizycznej- co to, to nie! Wydaje się jednak, że czas najwyższy zacząć stawiać obywatelską tamę lewackiej hucpie w postaci słownej, fizycznej i symbolicznej przemocy wobec polskiego państwa. Grupy i szajki tak zwanych obrońców demokracji, funkcjonujący pod różnorakimi szyldami przyzwyczajone są do przekraczania granic przyzwoitości i prawa, oczekując przy tym bezkarności, tak jak miało to miejsce w przypadku Jana Józefa Grzyba vel Władka Frasyniuka, dla którego bezkarne łamanie prawa powinno być wręcz zarezerwowane, „bo wszyscy powinni wiedzieć, kto to jest Frasyniuk”.

Korzystający do niedawna z przywilejów, funduszy i ochrony władzy przedstawiciele postkomuny są w Polsce w zdecydowanej mniejszości, chociaż nadymają się i stroszą jak ryba fugu, żeby wydawać się większymi i groźniejszymi. Próbują przy tym powoływać się na wartości demokratyczne i konstytucyjne, przy jednoczesnym nawoływaniu do antyrządowego nieposłuszeństwa. Próbują też wykorzystywać instytucje europejskie i międzynarodowe do wywierania presji na obecne polskie władze.

Tymczasem zwykli Polacy zaczynają tracić już cierpliwość do band neobarbarzyńców. I chociaż totalna opozycja robi wszystko, żeby sprowokować służby państwowe do zaprowadzenia z nimi porządku, to może się okazać, że "totalniacy" zaczną być usuwani z życia społecznego przez zwykłych Polaków, mających dość ich bezczelności, chamstwa i szargania przez nich narodowych symboli. I chociaż nie kwalifikują się oni do czynności honorowych, można i trzeba zacząć stosować wobec nich społeczny ostracyzm i głośno mówić o ich szkodliwych społecznie działaniach. Tych obecnych i tych z przeszłości. Obywatelska presja ma sens, zwłaszcza wówczas gdy jest autentyczna, oparta na uczciwości, przyzwoitości i prawdzie.

Paweł Cybula