Dziennikarz przytacza historię rosyjskiego poety Josifa Brodskiego, skazanego w 1964 r. na pięć lat robót. "Za parę lat archangielski kmiotek po zsyłce, rudy, zawsze uśmiechnięty Josif Brodski został laureatem Nobla, po części dlatego, że o zupełne durnym procesie o "pasożytnictwo" stało się głośno na całym świecie, co od razu uczyniło Brodskiego zauważalnym, a nawet wielkim" - pisze redaktor naczelny "Biełaruś Siewodnia".
Jakubowicz twierdzi, że w Moskwie i w Mińsku "wystarczy raz plunąć, żeby zostać politycznym". Jako przykład podaje działaczki Femenu, które rozebrały się od pasa w górę przed gmachem KGB w Mińsku i rozwinęły plakaty z napisem "Wolność więźniom politycznym" oraz "Niech żyje Białoruś". "Jeśli by je zatrzymano, osądzono i wsadzono do więzienia, na pewno zostałyby "ofiarami reżimu, więźniami sumienia i Joannami D'Arc". A tak - zostały tym, kim były: śmiesznymi i mającymi zbyt duże wyobrażenie o sobie głuptasami" - pisze Jakubowicz.

