W maju 2010 roku izraelscy komandosi w brawurowy sposób dostali się na pokład statków należących do tzw. Flotylli Wolności. Była to odpowiedź na próbę sforsowania blokady morskiej nałożonej przez Izrael na Strefę Gazy. Żołnierze po lądowaniu ze śmigłowców zostali zaatakowani nożami i pałkami – odpowiedzieli ogniem. W wyniku całej akcji zginęło 9 obywateli tureckich. Izrael zgodził się na wypłacenie odszkodowań rodzinom zabitych, natomiast nie zgadza się na przeprosiny. W nielegalny sposób statki wpłynęły na terytorialne wody Izraela i próbowały sforsować antyterrorystyczną blokadę, zatem państwo to nie poczuwa się do przeprosin za obronę swojej suwerenności, a komandosi zostali zaatakowani i musieli bronić swojego życia. Ambasador Turcji w Izraelu został na polecenia Ankary wycofany dużo wcześniej. Kolejnym krokiem jest wyrzucenie ambasadora Izraela z samej Turcji. Nad Bosforem zapowiedziano także zaprzestanie współpracy wojskowej między państwami. Ankara również nie uznaje legalności blokady morskiej. „Czas już żeby Izrael zapłacił” - tak podsumował całą decyzję szef tureckiej dyplomacji. Po obaleniu realnej władzy wojskowych, Turcja zmierza niebezpiecznie w kierunku populistycznego głosu islamistów. Z pewnością taki drastyczny krok jak wyrzucenie izraelskiego ambasadora wzmocni poparcie skrajnych środowisk dla obecnej władzy Turcji.

 

MZB/niezalezna.pl/wiadomosci.dziennik.pl