Publicysta Waldemar Kuczyński słynie z całkowitej obsesji na punkcie PiS. Tym razem wystosował na Facebooku dramatyczną odezwę do narodu. Dramatyczną i... w dużej mierze kłamliwą, ponieważ sugeruje, że PiS realizuje swój program... "bez posiadania mandatu wyborczego, w warunkach uzurpacji". Straszenie autorytaryzmem to już norma, Kuczyński nie jest ani pierwszy, ani ostatni. Publicysta sugeruje jednak, że "część Polaków popełniła straszliwy błąd", wybierając PiS. Cóż, podobno demokracja polega m.in. na tym, że każdy obywatel uprawniony do głosowania, oddaje głos na kogo chce, nie musi też iść do wyborów, jeśli nie widzi odpowiedniego kandydata. Przed laty głosowanie w wyborach było obowiązkowe, ale i tak to PiS wprowadza "autorytarne rządy"...
 
Kuczyński wzywa do utworzenia ruchu obywatelskiego, który ma uświadomić tej "niesubordynowanej" części Polaków, że popełnili "straszliwy błąd", odrywając PO od koryta. Czyżby do KOD żaden racjonalnie myślący przeciwnik PiS nie chciał się już przyznać? Poniżej całość apelu:
 
"Krok po kroku tworzona jest, bez posiadania mandatu wyborczego, czyli w warunkach uzurpacji, struktura państwa bez trójpodziału władz, a więc państwa niedemokratycznego, rządzonego przez nieformalny układ z jednym człowiekiem na czele. Robi się to poprzez ustawy, w ogromnej części niekonstytucyjne, w warunkach obezwładnienia Trybunału Konstytucyjnego. Zniszczenie tej instytucji, nie przez jej likwidację, lecz przez wypełnienie jej posłusznymi wysłannikami, ludźmi bez etosu zawodowego i niekoniecznie z dorobkiem zawodowym, było z góry zamierzone przez Jarosława Kaczyńskiego. Nie jest prawdziwa teza, że to błąd Platformy spowodował taką reakcję PiS, jaką mamy. Gdyby poprzedni parlament wybrał tylko 3 sędziów, także ich Prezydent by nie zaprzysiągł. Wynika to wprost z wypowiedzi Kaczyńskiego dla Rzeczpospolitej z 17 grudnia 2015 r.
W sposób niemożliwy dziś do zatrzymania Polska stacza się ku rodzinie państw autorytarnych, ku rodzinie dyktatur. Przy czym błędem jest kontrargument, że przecież nikogo nie zamykają i nikomu nie zabraniają mówić co chce. Dyktatura nie musi zaczynać się od takich działań, nie musi zaczynać się od represji i cenzury. Ona zaczyna się wtedy, gdy znika bezpiecznik uniemożliwiający odwołanie się do działań represyjnych i cenzorskich, kiedy tylko władza uzna to za stosowne. Tym bezpiecznikiem jest podział władzy. I ten bezpiecznik właśnie został zniszczony. Oczywiście jest nadal w Polsce wiele ośrodków władzy i wpływu społecznego poza zasięgiem uzurpatorów; Kaczyńskiego, Dudy, Szydło, potulnych parlamentarzystów PiS i lokajskich przystawek. Nie ulega żadnej wątpliwości, że jeden po drugim staną się one obiektem ataków w celu ich zniszczenia lub podporządkowania.
W finale przyjdzie czas na obezwładnienie systemu wyborczego, tak, by bez względu na wolę wyborców z urn wychodził skład Parlamentu z przewagą formacji uzurpatorskiej, betonujący władzę osobistą Kaczyńskiego. To nieuchronna logika działania tej formacji, także z obawy o odpowiedzialność w razie utraty władzy. Jedyną absolutnie szansą, by zapobiec temu katastroficznemu staczaniu się kraju, jest jak najszersze uświadomienie sobie co się w ubiegłym roku wydarzyło, jak straszliwy błąd popełniła część Polaków i powstanie potężnego ruchu sprzeciwu obywatelskiego, wszystkich środowisk, które nie chcą wyrzec się wolności na rzecz jednego człowieka, które nie chcą Polski wracającej na Wschód. Innej drogi nie ma. Jeśli taki ruch nie powstanie będzie to znaczyło, że kajdanki na nadgarstkach nam nie przeszkadzają, byle nie były za bardzo zaciśnięte. Mam nadzieję, że tak się nie stanie.
BARDZO PROSZĘ O ROZPOWSZECHNIENIE TEGO TEKSTU, TAK SZEROKO, JAK TO MOŻLIWE. Z GÓRY DZIĘKUJĘ."