„Mity czwartej władzy” Piotra Legutki i Dobrosława Rodziewicza to drugie, poszerzone i – jak zapewniają autorzy – wzbogacone doświadczeniem ośmiu lat wydanie tytułu, który ukazał się pierwotnie w 2002 roku. Nazwiska autorów, zajmujących się zawodowo badaniem skomplikowanej i rozległej dziedziny mediów, gwarantują wysoki poziom pracy. I tak jest w istocie.
Czytelnik ma okazję odbyć wraz z autorami, którzy podejmują się roli przewodników, frapującą wycieczkę po świecie mediów – prasy, radia, telewizji i Internetu i zajrzeć wraz z nimi za kulisy ich działalności, uświadomić sobie ich naturę a także strategię. Od razu uściślijmy, że praca dotyczy mediów III RP, a więc rynku, który zaczął kształtować się po roku 1989 (chociaż, co oczywiste, autorzy dla jasnego zobrazowania pewnych zagadnień muszą cofnąć się do okresu PRL).
Książka, co jest w tym przypadku jej niewątpliwą zaletą, nie jest żadną żmudną analizą rynku mediów – owej czwartej władzy, nie zawiera dziesiątków tabel i tysięcy danych; napisana jest jasnym i częstokroć barwnym językiem. Zadaniem jej jest w pierwszym rzędzie uświadomienie czytelnikowi natury mediów, z którymi się na co dzień styka: zdjęcie na chwilę „różowych okularów” i krytyczne na nie spojrzenie. Oczywiście, autorom nie chodzi tu o zdezawuowanie wartości i roli mediów. Celem ma być świadome z nich korzystanie. Plus wiedza o genezie, procesach i decyzjach (także tych politycznych), które zaowocowały takim a nie innym ukształtowaniem się rynku medialnego w Polsce.
Media, jak podkreślają autorzy, mają swoje ambicje, zamiary i interesy (ekonomiczne i polityczne), dlatego nierzadko cierpi na tym ich nadrzędna misja – służenie społeczeństwu obywatelskiemu. Interesująca jest w tym kontekście część książki poświęcona kształtowaniu się rynku prasowego w Polsce na początku lat 90. Autorzy zwracają w niej uwagę na zupełne niezrozumienie przez kolejne rządy wagi istnienia i rozwoju rodzimej prasy, tak lokalnej jak i ponadlokalnej. Brak zapewnienia równych szans w konkurencji z zagranicznymi holdingami skutkował w rezultacie zmonopolizowaniem przez nie większości rynku prasy lokalnej w Polsce, a także upadkiem wielu szacownych tytułów ponadlokalnych. Efektem tego stało się stabloidyzowanie (polegające na kopiowaniu wzorów zachodnich), spłycenie i upodobnienie do siebie większości tytułów. Jak piszą autorzy: „Marzeniem ówczesnych elit politycznych [polskich – przyp. red.'/> było stworzenie medialnego lustra oddającego pluralistyczne zróżnicowanie postaw społecznych. Nie udało się. Zamiast tego płynnie przeszliśmy z jednego monopolu informacyjnego w drugi, bo niemal wszystkie ważniejsze dzienniki regionalne podzieliło między siebie dwóch wydawców (…). Nie udało się ochronić młodego i niedoświadczonego rynku przed dominacją zagranicznego kapitału. Właściwie wszystkie z lokalnych «stu kwiatów» (nowych tytułów prasowych, jakie powstały na fali demokratyzacji) już zwiędły. Nie obroniono wielu gazet ważnych dla kultury narodowej. (…).” Warto niewątpliwie przeczytać te części książki, aby dowiedzieć się na temat owych procesów i genezy prasy, z którą na co dzień obcujemy, więcej.
I jeszcze taka uwaga autorów na temat zaufania udzielanego mediom: "Jednak ten rodzaj zaufania, jakim media (i konkretnych dziennikarzy) możemy rozsądnie obdarzyć, powinien być nie udzielonym w ciemno kredytem, ale raczej premią za dobre sprawowanie w wielu różnych okolicznościach". Cenna uwaga. Warto wraz z autorami przespacerować się po królestwach czwartej władzy.
Robert Jankowski
P. Legutko, D. Rodziewicz, Mity czwartej władzy, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2011, ss. 260.

