Fronda.pl: Ze Śląskiem i śląskością jest Pan związany od pokoleń…

Tadeusz Wita: Jestem wnukiem powstańca śląskiego. Dziadek, rodowity Ślązak z okolic Kędzierzyna, w czasie I wojny światowej trafił z wojskiem niemieckim na front wschodni. Nad Berezyną poznał swoją przyszłą żonę (a moją babcię), tam też się ożenił po dezercji z niemieckiego wojska. Oboje jednak musieli opuścić te tereny (dzisiejsza Białoruś), uchodząc przed rewolucją bolszewicką i trwającą równocześnie wojną polsko-sowiecką. Dziadek ewakuował się transportem wojskowym z oddziałami polskimi Józefa Piłsudskiego. Przez Warszawę przybył na Śląsk, gdzie zdążył jeszcze aktywnie włączyć się w zamieszki towarzyszące przygotowaniom do plebiscytu występując zdecydowanie przeciw Niemcom. Do III powstania śląskiego szedł z Gliwic, a potem trafił do niewoli w Cottbus. W tym czasie szwagier-patriota przeprowadził najbliższą rodzinę na polską stronę do dzisiejszej dzielnicy Zabrza – Pawłowa. Już z niewoli dziadek wrócił do tej dzisiejszej dzielnicy Zabrza, która po trzecim powstaniu śląskim przypadła Polsce. Mieszkam tu od urodzenia.

 

Jak Pan się zatem zapatruje teraz na to wszystko, co się dzieje wokół Śląska i Ruchu Autonomii Śląska?

Zacznę wpierw od fragmentu, który znalazł się w przygotowanym przez PiS raporcie o stanie państwa i który tak rozpalił emocje. Pretekstem do nagonki na Jarosława Kaczyńskiego stało się wyrwane z kontekstu zdanie z raportu [„Śląskość jest po prostu pewnym sposobem odcięcia się od polskości i przypuszczalnie przyjęciem po prostu zakamuflowanej opcji niemieckiej” – przyp. red.'/>, który ma 116 stron. Sam raport jest niezwykle ważny i o nim trzeba dużo mówić. W raporcie jest przedstawiona sytuacja gospodarcza Polski, polityka zagraniczna, sytuacja w służbie zdrowia, w oświacie, w finansach publicznych – jest dosłownie wszystko. Tymczasem, znowu tendencyjnie, zostało wyrwane z kontekstu jedno zdanie po to, aby rozdmuchać kwestię Śląska i przykryć tym tematem zastępczym cały wydźwięk raportu.

Ja zachęcam, kogo tylko mogę, aby o tych zastępczych tematach nie dyskutować, ale jeśli jest takie zapotrzebowanie, to trzeba tłumaczyć. I trzeba tłumaczyć w ten sposób: przed II wojną światową w Niemczech powstania, które my nazywamy śląskimi, były nazywane powstaniami polskimi. W mojej rodzinie z jednej strony dziadek, jak i pradziadkowie ze strony ojca podejmowali decyzje, aby zamieszkać po polskiej stronie granicy, która została wytyczona po III powstaniu śląskim i plebiscycie. Dlatego ja nie mam najmniejszych wątpliwości, że moi przodkowie wybierali polskość. Zbadałem swoje korzenie sięgając kilka pokoleń wstecz. Gdy powstawał przemysł na Górnym Śląsku, moi przodkowie przybywali tu z najbliższej okolicy – spod Wodzisławia, Strzelec Opolskich, Kędzierzyna Koźla. Moje własne dociekania doprowadziły do odkrycia, że gdy moja ciocia jako dziecko spędzała wakacje na Opolszczyźnie, to po niemiecku mówił tylko dwór, nauczyciele i czasami ksiądz, choć na ogół księża byli dwujęzyczni. Natomiast wszyscy pozostali mówili gwarą śląską, zrozumiałą dla większości mieszkańców Polski, a niezrozumiałą dla Niemców. Jeszcze inny przykład: znam panią, która jako dziecko w szkole podczas okupacji hitlerowskiej, gdy użyła gwary śląskiej, została ukarana przez nauczyciela (Niemca), który kazał jej napisać sto razy: „Nie będę na przerwach i lekcjach rozmawiała w języku polskim”. Czyli gwara śląska jest dla Niemców językiem polskim. I w takim razie skoro trybunały międzynarodowe nie są w stanie zakwalifikować odrębności kultury śląskiej i nazwać ją odrębną narodowością, to ja to akceptuję. I dlatego jako niebezpieczne działania odbieram ruchy autonomistów.

Nie ma narodowości śląskiej, tak samo jak nie ma narodowości góralskiej, którą w czasie II wojny światowej próbowali wymyślić Niemcy. Porównywanie się z Kaszubami jest dosyć odległe, przynajmniej w sensie geograficznym. Natomiast najbliżsi sąsiedzi Ślązaków, którzy mają swoją gwarę i obyczaje, to górale. Nikt nie mówi jednak o narodowości góralskiej. Prawdziwi górale, jak i prawdziwi Ślązacy, zawsze byli patriotami kochającymi Polskę.

 

To jak ma rozumieć mieszkaniec Śląska słowa użyte przez Jarosława Kaczyńskiego?

To wyrwane z kontekstu zdanie prezesa Kaczyńskiego może ktoś odebrać opacznie i myśleć, że gdy na przykład wystąpi w stroju śląskim, czy opowie dowcip gwarą, to automatycznie jego to zdanie dotyczy. A nie dotyczy, ponieważ jest tu inny, szerszy kontekst i w nim należy go rozpatrywać. A ten szerszy kontekst wyraźnie mówi o panu Gorzeliku i autonomii Śląska. Ruch Autonomii Śląska, z tego co mi wiadomo, dopiero niedawno zmieniał swoje zapisy statutowe, aby złagodzić swój stosunek do państwa polskiego.

 

Jak możemy zatem oceniać skuteczność działań i idee, które głosi RAŚ?

Nawet na obecną chwilę uważam te działania za bardzo niebezpieczne, bo to jest próba zasłonięcia oczu na naprawdę istotne problemy w Polsce, które wskazał w raporcie prezes Kaczyński. Są ludzie, którzy nie chcą słuchać niczego więcej, nie chcą słuchać o kontekście, tylko się uczepili kurczowo jednego zdania.

Historia na Śląsku jest rzeczywiście trudna i pogmatwana. Duża część rodziny ze strony mojego dziadka-powstańca wyemigrowała do Niemiec, w różnych czasach, ale na ogół stało się to po 1945 roku – w latach 70-tych, 80-tych. Tyle, że ta sprawa jest prosta – oni czasami zmieniali nazwiska na niemieckie, wyjeżdżając z powodów ekonomicznych.

Bardzo często w historii, w różnych miejscach świata, narodowość jest kwestią wyboru i wybiera się to, co atrakcyjne. Spolonizowała się kiedyś elita litewska, zniemczyła się także w XIX wieku duża część elity śląskiej. I prawda jest taka, że my dalej możemy się staczać po równi pochyłej. Polskie elity były niszczone przez sowietów, Niemców i komunistów przez dziesiątki lat. Jeżeli nie będziemy potrafili – a tego się nie robi przez ostatnie 20 lat – pokazać w atrakcyjnej formie polskości, zwłaszcza dzieciom i młodzieży, a wręcz się do tej polskości zniechęca, to efekt będzie smutny. I to jest problem.

 

Rozmawiał Robert Jankowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »