Co sądzisz o inicjatywie Platforma Oburzonych?
- To jednoczenie się ludzi wypływa z wewnętrznego przejawu narastania niepokoju społecznego i braku zaufania nie tylko do obecnej władzy, ale do obecnego państwa polskiego i instytucji życia publicznego. Choć jest to przede wszystkim przejaw braku zaufania do rządzących, którzy oszukali olbrzymią liczbę Polaków.
Paweł Kukiz wymienił ciebie w swoim słynnym przemówieniu na Platformie Oburzonych, że poparłeś Jednomandatowe Okręgi Wyborcze i miałeś za to nie pojawiać się w mediach, być na swój sposób sekowany za poglądy. Ile jest w tym prawdy?
Nie jestem sekowany i nie byłem sekowany za to, co uważam na temat ordynacji wyborczej. Paweł Kukiz powiedział, że jest mnie mniej w mediach z tego powodu, że wypowiadałem się pozytywnie na temat JOW-ów, ale na szczęście tak nie jest. Nie ma mnie w mediach, to jest mój wybór, bo mam bardzo dużo pracy poselskiej. W tygodniach niesejmowych jest bardzo łatwo mieć zbyt częstą nadreprezentację w mediach. Można w nich codziennie wypowiadać się na każdy temat jak polityczny celebryta. Można, ale jest to ze szkodą dla funkcjonowania pracy merytorycznej. Pracuję w trzech komisjach poselskich mocno obciążających pracą, bo jedna dotyczy finansów publicznych, druga - komisji zajmującej się otwarciem dostępu do zawodów i administracji i trzecia - cyfryzacji, która zajmuje się tym, jak wydawane są pieniądze na informatyzację państwa.
Więc nie ze względu na poglądy, ale pracę jestem dużo mniej obecny w mediach. Moi koledzy z PiS wiedzą, że jestem zwolennikiem ordynacji większościowej i jednomandatowych okręgów wyborczych, nie mniej jednak nie jestem tutaj fundamentalistą i widzę też ich wady. Sama zmiana ordynacji nie sprawi, że z dnia na dzień obudzimy się w innej, lepszej Polsce. Tak jak wprowadzenie JOW w samorządach nie sprawiło, że nie mamy problemów, kto rządzi naszymi gminami i miejscowościami. W Senacie wprowadzenie JOW też nie spowodowało, że mamy lepszych senatorów niż w poprzedniej kadencji.
Dlaczego więc popierasz JOW-y?
Jestem ich zwolennikiem, z tego powodu, że to wprowadzi silny stabilny system dwupartyjny i skończy się polityka zgniłych kompromisów. Ktoś, kto wygra wybory bierze po prosu wszystko. I sprawa będzie jasna.
Na wiosnę walka z rządem Tuska przeniesie się w Polsce na ulice?
Ulica, zamieszki i protesty to jednak zawsze pretekst dla rządzących, aby zwiększać swoją władzę. Pod pretekstem Euro 2012 dano wielkie uprawnienia służbom i bardzo doinwestowano policyjny sprzęt do wykorzystywania go w ulicznych rozruchach. To nie ulica, ale urny wyborcze mogą zmienić Polskę na lepsze.
Jednak sam fakt aktywizacji społecznej, że Polacy interesują się sprawami publicznymi jest bardzo ważny. Najgorsza jest bierność, więc to budzi nadzieję. Jeśli działania Platformy Oburzonych, Ruchu Narodowego, czy walki o jednomandatowe okręgi wyborcze spowodują, że większa liczba Polaków będzie się tym przejmować i angażować, aby patrzeć władzy ręce i pilnować jej działań to jest to krok w dobrą stronę.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski
