„Jeśli biskup widzi "dążenie do prawdy" w nierzetelności i nieodpowiedzialności "Rz", to znaczy, że przydałby mu się głębszy namysł nad ewangelicznym pytaniem: "Cóż to jest prawda?" - oznajmia Wiśniewska, jakby zapominając, że owo „ewangeliczne pytanie”, to było pytanie Piłata. „Ewentualnie nad Tischnerowskim trójpodziałem prawd (szczera prawda, też prawda i g prawda)” - uzupełnia. „Bo wygląda na to, że bp Dydycz, sympatyzujący z Radiem Maryja, wyznaje prawdę wyjętą wprost z posiedzeń zespołu Antoniego Macierewicza: prawdę wybuchów i zamachu pod Smoleńskiem. Dlatego powiedział o ofiarach smoleńskiej tragedii, że "oddali życie", a o prezydencie Kaczorowskim, że "przelał krew"” - stwierdza.


„Homilię bp. Dydycza z lubością cytują już prawicowe portale. Biskup powtarza błąd, który Kościół popełnił w 2010 r., gdy głosami wielu duchownych przyczynił się do politycznego wykorzystania katastrofy smoleńskiej. Teraz hierarcha, zamiast uszanować pogrzeb prezydenta Kaczorowskiego, zaangażował się w partyjno-publicystyczne rozgrywki” - oznajmia Wiśniewska.

 

Co innego, gdyby biskup czytał i cytował „Gazetę Wyborczą”, wtedy mógłby ją cytować do woli, a Katarzyna Wiśniewska uznałaby to nawet za dowód głębokiego zrozumienia Ewangelii, której – jak wie każdy szanujący się czytelnik tej gazety najlepszymi interpretatorami są ateiści i agnostycy. Hierarchowie mogą też – z powodzeniem – powtarzać kłamstwa smoleńskie, wtedy zbierają oklaski. Gdy jednak przypominają, że od interesów rządzącej kliki ważniejsze są interesy Polski i zwyczajne prawda, wtedy – niezawodnie – zostaną przywołani do porządku przez Wiśniewską i jej pracodawców.

 

TPT/Wyborcza.pl