Przede wszystkim sprawa katastrofy smoleńskiej ma wiele wymiarów. Po pierwsze, ona w ogóle nie powinna się wydarzyć. To, że jednak tak się stało, źle świadczy o państwie polskim. Można nawet powiedzieć, że jest w jakimś sensie kompromitacją Polski, ale problem polega na tym, że również to, co działo się po 10 kwietnia, jest dalszym ciągiem tej kompromitacji.

Takie wypadki normalnie się nie zdarzają. Wypadki samolotowe są w ogóle bardzo rzadkie, a wypadek, w którym ginie elita polityczna, jest absolutnie niedopuszczalny, nie powinno do niego dojść. Są odpowiednie służby, które przygotowują tego typu wydarzenia, natomiast ta wizyta była w ogóle nieprzygotowana. Oczywiście, nie wiemy do końca jak wyglądały kulisy przygotowania wizyty prezydenta Kaczyńskiego w Katyniu, ale ta katastrofa po prostu nie powinna się wydarzyć.

Co wiemy teraz? Mianowicie, że wypadek poprzedzała gra dyplomatyczna premiera Polski i Rosji, której celem było wyeliminowanie obecności prezydenta Kaczyńskiego na uroczystościach upamiętniających zbrodnię katyńską. To jest po prostu skandaliczne i niedopuszczalne, żeby premier Polski dla partyjnych interesów, po to, żeby zdyskredytować prezydenta z innej partii, prowadził tego typu grę z premierem Rosji. To na pewno miało swój udział w katastrofie, jaka się wydarzyła. Dlatego w efekcie pojawiły się dwie wizyty, dwie uroczystości i ta druga nie była traktowana przez Rosjan, ani przez stronę polską, należycie, tak, jak powinna być traktowana oficjalna wizyta, czyli ze wszystkimi zabezpieczeniami, które powinny jej towarzyszyć.

To jest jedna z rzeczy, która legła u podstaw katastrofy smoleńskiej, nie wiemy dokładnie, jaki miała na nią wpływ, ale z pewnością mogła mieć wpływ na to, co się wydarzyło. Natomiast potem przekazanie Rosjanom śledztwa, w całości, jest kolejnym skandalem dokonanym przez polskiego premiera, dlatego że w jakimś sensie jest to rezygnacja z suwerenności państwa, przynajmniej jego części. Powoływanie się na konwencję chicagowską jest nieuzasadnione, a nawet gdyby, to jest w niej zapis mówiący o możliwości odwołania się państwa – ofiary wypadku - o to, żeby przejąć śledztwo, a Polska nie uczyniła nic w tym kierunku. Poza tym mamy podpisaną z Rosją umowę z 1993 roku odnośnie lotów wojskowych, która daje nam możliwość udziału w śledztwie, a rząd na ten temat nic nam nie powiedział, dowiedzieliśmy się o tym dopiero z mediów.

Wszystko to pokazuje, jak bardzo skandaliczna to sytuacja. Fakt, iż dzisiaj premier mówi, że efekty śledztwa podawane przez MAK są nie takie, jak on by oczekiwał, że są niewiarygodne, musi niestety budzić pusty śmiech, ponieważ każdy, kto ma choćby fundamentalną wiedzę o Rosji, zdaje sobie sprawę, że w pierwszej kolejności winą za katastrofę Rosjanie obarczą pilotów, w ogóle stronę polską, odsuwając od siebie wszelką odpowiedzialność. Nie wiemy dokładnie, jaka odpowiedzialność spoczywa po stronie Rosji, ale wiemy, że ona zrobi wszystko, żeby się jej pozbyć. Widzimy cały ciąg precedensów w tej sprawie, w Rosji, która nie jest ani krajem demokratycznym, ani państwem prawa, ani państwem posiadającym niezależne media etc.

Wszystko to sprawia, że w soczewce tragedii smoleńskiej odbija się konkluzja, iż Polska w ogóle nie prowadzi właściwej polityki zagranicznej. Ale ma to jeszcze inne wymiary. Na początku ta żałoba, którą wyzwoliła katastrofa, była czymś niezwykłym i budziła nadzieję, że taka tragedia może stać się zaczynem czegoś dobrego. I potem, przestraszony tym polski establishment, podjął działania, aby to zdezawuować. Aby zdezawuować tych wszystkich ludzi, którzy w obliczu takiej tragedii się integrowali. Ta "operacja", nazywam ją tak świadomie, bo to była marketingowo – polityczna operacja wokół krzyża, zainicjowana przez skandaliczną wypowiedź prezydenta Komorowskiego dla "Gazety Wyborczej", doprowadziła do eskalacji obustronnej agresji, ale jednak agresji wymierzonej głównie w obrońców krzyża i stała się pretekstem do przeprowadzenia kontrkulturowej ofensywy w Polsce, a to wszystko dalej jest szalenie niepokojące.

Można powiedzieć, że w sprawie smoleńskiej odbija się dziś sytuacja państwa polskiego, tego, że żyjemy w kraju, w którym tak naprawdę nie ma niezależnej opinii publicznej, albo inaczej – jest ona zepchnięta do nisz, zmarginalizowana, zepchnięta do jakiegoś skansenu. Proszę zwrócić uwagę – żadna telewizja nie zrobiła filmu o katastrofie pod Smoleńskiem, to Rosjanie zrobili film o tej tragedii, Polacy nie. Wyobraźmy sobie jakikolwiek kraj, który ma niezależne media, jakby się zachował w takiej sytuacji, ile miejsca by na nią poświęcił. A to wszystko, co zrobiono w telewizji publicznej, było po to, żeby sprawy nie nagłaśniać, żeby ją "przysypać". Nie tylko rząd, ale cały establishment stara się, żeby kwestię katastrofy smoleńskiej wypchnąć ze świadomości ludzi, aby nie była tym, czym być powinna, czyli indywidualnym rozrachunkiem nas samych ze sobą, ze stanem państwa.

Nie widzę żadnej szansy na poprawę tej sytuacji, ponieważ w tej chwili dominuje partia, która jest emanacją establishmentu, tam się oczywiście pojawiają jakieś pęknięcia, napięcia, ale to jak spory w rodzinie. Przy pozorach demokracji, to jest układ bardzo oligarchiczny, kontrolujący opinię publiczną, wszystkie ważniejsze instytucje w państwie, i który nie dopuści do zmiany władzy. Pewna poprawa mogłaby nastąpić przy politycznej zmianie władzy, ale na to na razie się nie zanosi.

Not. eMBe

 

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »