W Polsce – podkreśla Wildstein – istnieje „absolutna nierównowaga” sił. Polega ona na tym, że dominujące media, ośrodki opiniotwórcze są w rękach jednej opcji, bardzo mocno zideologizowanej. I one usiłują wypchnąć tę resztę - mówi. Powoduje to sytuację, że „ogół społeczeństwa nie za bardzo ma swój głos”.

 

Publicysta "Rzeczpospolitej" przytacza lewicowego socjologa francuskiego Pierre'a Bourdieu'a, który "opisał zjawisko ukrytej przemocy, polegającej na tym, że pewnym grupom odbiera się głos i wypycha się poza margines dopuszczalnych poglądów i postaw, próbując je zawstydzić i wywołać w nich kompleksy.


W tym świecie do opiniotwórczych mediów dopuszczani są dziennikarze o określonych poglądach, a ich profesjonalizm - wg Bronisława Wildsteina - ma znaczenie drugorzędne. Podaje tu przykład Janka Pospieszalskiego, Ziemkiewicza i własny.

 

TPT/Wprost.pl