Bronisław Wildstein, publicysta „Rzeczpospolitej”, działacz opozycji demokratycznej w PRL:
Informacja o tym, że Bronisław Geremek był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB, choć dość krótka, odpowiada nam na pytanie, dlaczego tak mało wiemy o naszej najnowszej historii. Która właściwie nie jest historią, a otaczającą nas rzeczywistością. Dlaczego osoba tak eksponowana, adorowana przez główne środowiska opiniotwórcze w Polsce, wynoszona do rangi koryfeuszy polskiej niepodległości – teraz tego nie kwestionuje, jedynie opisuję – nie ma nadal biografii? Minęło kilka lat od śmierci Geremka i na ile znam praktykę z państw zachodniej demokracji, to tam takich biografii byłoby już wiele. A u nas ciągle jej nie ma.
Być może dlatego, że ci, którzy chcieliby ją napisać, obawiają się tego. Środowiska opiniotwórcze oczekują hagiografii, a takiej nie da się napisać. Nikt z nas nie wie, co oznacza ten zapis, o którym mówimy – na przykład ile lat późniejszy minister spraw zagranicznych był współpracownikiem SB. Jako szef polskiego ośrodka naukowego w Paryżu mógł mieć te związki, one wydawały się wówczas oczywiste. Mogło być na przykład tak, że najpierw je miał, a potem je zerwał i szczerze walczył o niepodległą Polskę i naszą wolność. To trzeba położyć na szali i być może powiedzieć, że w porównaniu z jego późniejszą działalnością to, co robił w latach 60-tych XX wieku, nie ma szczególnego znaczenia.
Ukrywanie tych faktów szkodzi odpowiedniemu odbiorowi jego osoby. Jeśli za wszelką cenę próbuje się ukryć jego przeszłość, to normalnym odruchem każdego odbiorcy jest podejrzenie, że mamy do czynienia z typem, którego się sztucznie winduje, nie mając ku temu żadnych przesłanek.
Fakt, że to wszystko jest nieopisane, tworzy bardzo niezręczną sytuację. Obecnie możemy obserwować inny przykład tego mechanizmu. Oto na rynku pojawia się książka Romana Graczyka „Cena przetrwania? SB wobec Tygodnika Powszechnego” - to bardzo ciekawa, rzeczowa i wyważona pozycja. Co się wokół niej dzieje? Sabat i nagonka. Prof. Marcin Król pisze długi tekst składający się wyłącznie z przymiotników i najgorszych epitetów. „Podłość”, „obrzydliwość”, „karły, które próbują się uwiarygodnić niszcząc olbrzymy”. To pokazuje, co spotyka ludzi, którzy usiłują absolutnie bezstronnie podejść do historii.
Żyjemy w świecie nieopisanym, nieprzedstawionej rzeczywistości. Określone interesy polityczne zostały zainwestowane, by pewnych ludzi windować na piedestał. Jako postaci bez skazy i zmazy, święci, a może nawet więcej – każda próba nieco bardziej krytycznej analizy jest już niewłaściwa. Nie twierdzę, że bohaterowie nie istnieją, choć ludzi bez skazy trudno znaleźć. Nie jest to jednak właściwe podejście do naszej najnowszej historii – zwłaszcza, że nasz okres przejścia od komunizmu był pełen daleko idących kompromisów. Czas wreszcie, byśmy zaczęli o tym mówić.
not. sks
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

