Uważam, że w tej sytuacji powinno się wyciągnąć konsekwencje. To jest niedopuszczalne, żeby stosować praktyki, po jakie sięga obecny prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz: dręczenie przedstawiciela opozycji w sposób, który grozi nawet jego śmiercią, zamknięcie w więzieniu. Tylko dlatego, że odbywają się zawody w piłce nożnej, które nota bene traktuje się niemal jak jakąś świętość, nie można tej sprawy w tym momencie podnosić. To właśnie jest najlepszy moment, by o tym mówić!
Osobiście dokładnie pamiętam sytuację, kiedy presja Zachodu istotnie wpływała na skalę terroru w PRL. Ten terror nie był taki, jaki mógłby być, ponieważ obawiano się reakcji innych krajów. W tym wypadku propozycje tzw. bojkotu to de facto nie jest wezwanie do prawdziwego bojkotu. Oczywiście, są różne pomysły, te dalej posunięte i te mniej radykalne. Ale tak naprawdę chodzi o to, by nie przyjeżdżali politycy i by nie odbył się mecz finałowy. To jest jakieś absolutne minimum.
Nie rozumiem więc twierdzeń, że taka forma bojkotu jest niedopuszczalna, jakoby miała być wpychaniem Ukrainy w łapy Rosji. Nie sądzę, żeby bojkot był takim działaniem. To raczej brak reakcji rządów stawia Ukrainę dokładnie obok Rosji i powoduje, że relacje między tymi krajami mogą się tylko wzmacniać. Ukraina to nie Janukowycz i obecna władza, dlatego za bardzo nie rozumiem tego oburzenia na wezwania do bojkotu. Ja jestem oburzony tymi oburzonymi! Jestem przekonany, że bojkot jest konieczny, że nie można tak tej sprawy zostawić. I że akurat mistrzostwa w piłce nożnej są dogodnym momentem do interwencji w sprawie Ukrainy.
Not. eMBe

