Tutaj dotykamy kilku różnych problemów. Nie wiem, czy upatrywałbym tylko jednej przyczyny takiego zjawiska. W pierwszej kolejności pojawia się pytanie o wolność sztuki. I to jest zawsze sprawa ryzykowna, dwuznaczna. Nie sądzę, że należy ingerować (poza jakimiś skrajnościami) w wolność artystów. Nawet jeśli widzę jakieś zjawiska, które po prostu budzą we mnie odrazę, które ze sztuką mają niewiele wspólnego, bo sprowadzają się właściwie jedynie do prowokacji, to jednak jest przeciwny penalizowaniu tego typu zjawisk.
Teraz pojawia się następne pytanie – rozumiem, że w przypadku malarza, o którym mówimy, mamy do czynienia z obrazami, natomiast z pedofilią mamy do czynienia, kiedy dochodzi do aktu seksualnego, a nie samego jego przedstawiania. Pornografia pedofilska jest zakazana, ale ona także polega na fotografowaniu czy filmowaniu realnie istniejącego aktu. O ile się orientuję, tutaj nie mamy z niczym takim do czynienia.
Oczywiście, jest tak, że pod szyldem sztuki wiele osób pozwala sobie na rzeczy, które nigdzie indziej nie funkcjonują, nie są dopuszczalne. Pojawia się inne pytanie – czym jest sztuka, kiedy jej kryteria są tak nieostre, tak arbitralne? I tu mamy się szereg rozmaitych problemów, wracając natomiast do stosunku mediów głównego nurtu, lewicowo-liberalnych do rozmaitych zjawisk – to jest to po prostu przejaw hipokryzji, z którą mamy stale do czynienia. Każde zjawisko staje się młotem przeciwko tym, których nie lubimy. Będziemy protestować przeciwko pokazywaniu jakichś faktów z ważnych postaci życia publicznego, a sami będziemy to robili w sytuacji, kiedy dotyczy to osób nam nieprzychylnych. Dokładnie według takiej logiki funkcjonują mainstreamowe media.
Takich rzeczy jest wiele. Możemy dużo powiedzieć o słowach, które są jak pałki na wrogów – na przykład słowo „faszyzm”, „faszyzujący” etc. Wracając do kwestii pedofilii wśród księży, to jest jeszcze kolejne nieporozumienie, czyli fundamentalna próba niszczenia instytucji poprzez wskazanie, że ludzie, którzy w niej działają są ułomni. O ile ja się dobrze orientuję, to nikt w Kościele katolickim nie mówił, że duchowni są jakimś innym gatunkiem człowieka, że są doskonali.
Not. eMBe

