Pierwsza z nich, z 28 sierpnia 2008 roku, mówi o spodziewanej negatywnej reakcji Polski w przypadku redukcji sił militarnych Stanów Zjednoczonych w Europie. - Z perspektywy Polski, znaczące wycofanie się będzie odebrane jako dowód na to, że USA jest mniej zaangażowane w bezpieczeństwo europejskie w czasie zwiększonego niepokoju o zamiary Rosji. Polscy urzędnicy podkreślają, że NATO powinno wzmocnić swoje możliwości bojowe, żeby uniknąć bycia politycznym klubem raczej niż sojuszem militarnym – czytamy w depeszy.

Z depesz wynika, też, że Amerykanie zamierzali wysłać do Polski nieuzbrojone rakiety do celów szkoleniowych, Polacy wierzyli zaś, że wyrzutnie będą chronić terytorium Polski, a przy okazji polscy żołnierze nauczą się je obsługiwać.

- Kiedy wiceminister obrony narodowej Stanisław Komorowski dowiedział się jesienią 2008 roku, że rakiety będą nieuzbrojone, powiedział, że Polska oczekuje prawdziwych rakiet, a nie roślin doniczkowych – relacjonował dyplomata USA.

- Polacy wierzą, że mają głębokie porozumienie z USA i sojuszem; będą brać aktywny udział w dalekich misjach, zwłaszcza w Afganistanie, pod warunkiem, że Sojusz zajmie się obroną polskich granic (...) Minister Sikorski powiedział nam ostatnio, że naciska na premiera, by zgodził się na zwiększenie kontyngentu z 2 do 3 tysięcy żołnierzy(...) – można przeczytać w ujawnionym dokumencie.  Z depesz wynika też, że Donald Tusk, nie jest wielkim fanem obrony przeciwrakietowej i nie jest przywiązany do polsko-amerykańskiej współpracy strategicznej jak jego poprzednicy, ale przekonał opinię publiczną, że tarcza antyrakietowa zwiększy bezpieczeństwo Polski dzięki umieszczeniu na jej terenie wyrzutni Patriot.

Druga z ujawnionych depesz chwali polską politykę względem Ukrainy i Gruzji. Dalej można jednak przeczytać, że taka postawa Polski może wywołać zdenerwowanie Rosjan. - Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski powiedział amerykańskim urzędnikom: polski rząd spodziewał się zagrożenia ze strony Rosji w ciągu najbliższych 10-15 lat, jednak po kryzysowej sytuacji w Gruzji, może to być nawet 10-15 miesięcy - czytamy w depeszy.

eMBe/TVN24/Rp.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »