Materiały pokazują, że dla Rosji budowa Gazociągu była sprawą priorytetową. Zgodnie z dokumentami, jednym z elementów zdobywania poparcia dla budowy rury pod Bałtykiem była wojna gazowa z Ukrainą w 2009 roku. Kreml zdecydował się wywołać kryzys energetyczny w Europie, by pozyskać Zachód dla inwestycji rosyjsko-niemieckiej.
Jak pisze "Dagens Nyheter", do rozpracowania przeciwników projektu nie zawahano się także wykorzystać funkcjonariuszy wywiadu. Informacje te potwierdza dokument pochodzący z ambasady USA w Moskwie, w którym dyplomata Dmitrij Polanski stwierdził jeszcze w 2007 r., że "gazociąg zostanie zbudowany bez względu na głośne protesty, w szczególności Polski, Estonii oraz Szwecji". Ta sama ambasada potwierdza zaangażowanie rosyjskiego rządu w inwestycję, stwierdzając, że "prezes konsorcjum Mathias Warnig, to były agent Stasi, który od dawna jest 'osobistym przyjacielem' Władimira Putina".
Szwedzki dziennik przypomina, że od lat eksperci zauważają, iż gazociąg stanowi prywatny instrument władzy w rękach Władimira Putina. Autor artykułu zwraca również uwagę na systematycznie zwiększającą się aktywność rosyjskiej armii na Bałtyku, karcąc jednocześnie szwedzki rząd za "nieodpowiedzialne" pomijanie tego problemu.
W tajnych dokumentach amerykańscy dyplomaci twierdzą, że na sukces Nord Streamu składa się także "odpowiedni dobór ludzi z polityczną przeszłością". Oprócz bowiem byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera, na rzecz koncernu pracują m.in.: były premier Finlandii Paavo Lipponen, a nawet była asystentka obecnego szwedzkiego ministra rolnictwa Tora Leifland Holmstroem, która obecnie jest odpowiedzialna za PR gazociągu w Szwecji. Jak pisał w jednej z notatek służbowych ambasador USA w Moskwie William J. Burns, to właśnie "mądry wybór partnerów i beneficjentów sprawił, że projekt Nord Stream wydaje się politycznie uzasadniony".
żar/Naszdziennik.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

