Były rektor Uniwersytetu Gdańskiego prof. Andrzej Ceynowa i jego adwokat domagają się kary pozbawienia wolności dla Doroty Kani, która w 2007 roku napisała artykuł pt. „Agenci w gronostajach”. Dziennikarka opisała znajdujące się w IPN dokumenty, według których Andrzej Ceynowa został zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa.
Po publikacji artykułu w tygodniku „Wprost” IPN skierował do sądu wniosek w sprawie Andrzeja Ceynowy, który miał złożyć niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne. Chociaż finalnie, Sąd Okręgowy w Gdańsku uznał, że były rektor UG nie był świadomym, tajnym współpracownikiem w myśl obowiązującej ustawy; takie samo stanowisko zajął Sąd Apelacyjny, to jednak w tym samym czasie sądy nie zakwestionowały autentyczności dokumentów.
W obronie pozwanej Doroty Kani staje Centrum Monitoringu Wolności Prasy. - Ten pozew i to, czego domaga się prokurator, czyli uwięzienia dziennikarki za publikację, jest koronnym dowodem przeciw art. 212. To zresztą nie pierwszy proces wytaczany na podstawie tego artykułu, chociaż w tym przypadku – szczególnie drastyczny, dlatego to kolejny argument, by wreszcie znieść par. 212 – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl Wiktor Świetlik, szef Centrum Monitoringu Wolności Prasy. Zapowiada także wydanie specjalnego oświadczenia w tej sprawie.
Cieszący się wątpliwą sławą art. 212 wciąż wywołuje wiele emocji wśród dziennikarzy i osób pozwanych na podstawie tego przepisu. Wciąż, bo pomimo zapewnień wycofania tego zapisu z kodeksu, niewiele się w tej sprawie dzieje. - Deklaracja byłego ministra sprawiedliwości, że art. 212 zostanie zniesiony, są ciągle aktualne. Zapewniał, że prace nad tym zostaną podjęte, co pociąga za sobą również konieczność zmian w kodeksie cywilnym, ale do tej pory nie wiemy nawet czy te prace ruszyły – komentuje w rozmowie z Fronda.pl Krystyna Mokrosińska, dziennikarka, dokumentalistka, do października 2011 prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Mokrosińska nie dziwi się jednak żądaniu kary więzienia dla dziennikarki. - Ten, który pozywa, ma prawo żądać tego, co zapisane jest w kodeksie. Tego mu nikt nie zabroni. Odwoływać się do przyzwoitości? Dziennikarze sami siebie pozywają z par. 212. Zjedźmy na ziemię – apeluje Mokrosińska.
Zdaniem Mokrosińskiej, w tej sprawie sami dziennikarze nie powinni być bierni, podejmować ogólnopolskie akcje, domagać się zniesienia art.212. - To jeden z nielicznych tematów, przy których dziennikarze nie dzielą się na konserwatywnych, liberalnych, lewicowych – podkreśla.
Marta Brzezińska

