Grzegorz Wierzchołowski: Ciężko powiedzieć, czy dziennikarze "Wprost" przedstawili najważniejsze fragmenty akt śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej. Jak twierdzą, mają dostęp do kilkudziesięciu tomów dokumentów. Sądzę, że nawet część prokuratorów zaangażowanych w śledztwo nie czytała całości tych materiałów. Nawet jeśli dziennikarze "Wprost" nie wybrali najbardziej istotnych fragmentów, nie musi wynikać to z ich złej woli. Trudno bowiem przebrnąć przez taką ilość materiału.

Fragment tekstu "Wprost" dotyczący telefonu posła Leszka Deptuły jest porażający. Zeznania wdowy po pośle PSL dowodzą tego, o czym pisały inne media. Jeśli telefon parlamentarzysty ludowców miał miejsce przed katastrofą, oznacza to, że na pokładzie Tupolewa mogło dziać się coś nadzwyczajnego. Pasażerowie mogli mieć świadomość, że z samolotem dzieje się coś niedobrego dużo wcześniej niż wynikałoby to z ujawnionych stenogramów. Jeśli natomiast założymy, że telefon został wykonany po katastrofie, wtedy potwierdzają się doniesienia o tym, że niektórzy pasażerowie Tu-154 M przeżyli sam moment katastrofy, a zginęli później w niewyjaśnionych okolicznościach.

Zeznania żony śp. Leszka Deptuły znajdują się w aktach śledztwa. Mimo tego prokuratorzy słowem nie wspominali o tym, że pasażerowie lotu do Smoleńska mogli mieć świadomość, że coś się dzieje złego z samolotem na długo przed katastrofą, ani o możliwości przeżycia któregokolwiek z pasażerów. Zeznania żony śp. Leszka Deptuły dają dużo do myślenia i podważają dotychczasowe ustalenia śledczych, a przynajmniej tę część, o której mówiono publicznie.

Dziennikarze "Wprost" w swoim tekście kontynuują jednak również linię forsowaną przez TVN, "Gazetę Wyborczą" i Rosjan. Sugerują, że gen. Błasik jest współwinnym tej katastrofy, że wywarł naciski na pilotów, kazał im lądować, a nawet sam usiadł za sterami. "Wprost" może się bronić, powołując się na zeznania śledztwa i ma do tego prawo. Jednak wersja mówiąca o winie Błasika w tej sprawie jest absurdalna. Trudno uwierzyć, by generał siadał za sterami, co próbują insynuować niektóre media. Wątpię, by pozwolił sobie na taki wybryk z prezydentem RP na pokładzie, a na pewno nie siadłby za sterami samolotu, którym nigdy nie pilotował. Tupolewami bowiem nigdy wcześniej nie latał.

"Wprost" publikując materiały ze śledztwa zagrał w taki sposób, by obie radykalne wersje lansowane przez media w Polsce – wersja zamachu i nacisków na pilotów, zostały zrównoważone. Dziennikarze tygodnika nie chcieli zdaje się otrzymać łatki pisowskich oszołomów. Zrobili wszystko, by się zabezpieczyć, by wszystkim się przypodobać.

żar

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »