W sierpniu ubiegłego roku Jessica Council, matka 2-letniego dziecka, zaczęła cierpieć na ostry ból gardła. Około 15 listopada Jessica zaczęła mieć kłopoty z oddychaniem. Kilka dni później trafiła na pogotowie. Po kilku godzinach lekarze musieli wykonać tracheotomię, bowiem kobieta praktycznie nie mogła samodzielnie oddychać. 23 listopada Jessica została poinformowana, że ma raka. Wiedziała już, że jest w ciąży. 25 listopada ginekolog zaproponował jej wykonanie aborcji. Odmówiła.
Z uwagi na to, że umiejscowienie guza uniemożliwiało dokonanie operacji, lekarze zaproponowali wobec tego leczenie chemioterapią. Onkolog stwierdził, że taka terapia prawdopodobnie zabije dziecko. Ginekolog zaś uważał, że dziecko prawdopodobnie przetrwa, ale będzie miało uszkodzony mózg. – Jessica spojrzała na mnie. Zaledwie kilka sekund zajęło jej podjecie decyzji. Potrząsnęła głową, wskazując, że się nie zgadza. Nie pozwoliła także na rozpoczęcie radioterapii – wspomina jej mąż Clint. W trzecim trymestrze ciąży lekarze namawiali Jessicę do podjęcie leczenia, argumentując, że ryzyko uszkodzenia płodu jest minimalne, gdyż dziecko było niemal w pełni rozwinięte. Kobieta jednak nadal odmawiała. – Wiedziała, że i tak umrze – mówi jej mąż Clint. – Nie dzieliła się ze mną tą myślą, ale sądzę, że ona to wiedziała i myślała, że musi dać temu dziecku szansę na przeżycie - dodaje. Tuż po śmierci kobiety jej mąż zezwolił lekarzom na wykonanie cesarskiego cięcia. 6 lutego urodził się "Jessi". Lekarze myśleli, że Jessica jest w 25. tygodniu ciąży, ale po porodzie zdali sobie sprawę, że prawdopodobnie dziecko miało 23 i pół tygodnia. – Mogę tylko potwierdzić, że była to łaska Boża, że Jessica zmarła dokładnie wtedy, gdy dziecko było już zdolne do życia poza łonem matki – mówi jej mąż, który przekonuje, że to właśnie wiara pomaga mu radzić sobie ze stratą żony.
Małżeństwo miało już jedno dziecko - 2-letniego synka, który również przeżył wielką traumę po śmierci swojej mamy. Clint przyznaje, że na początku sam nie potrafił się nawet modlić i miał wielkie pretensje do Boga. - Teraz jednak uczucia te powoli ustępują - przekonuje i dodaje, że cierpienie ma swój sens, i że są gorsze tragedie od śmierci. „Niech będzie pochwalony Bóg, moi przyjaciele. Nie wątpcie w Boga! Nie gniewajcie się na Niego! Miałem zaszczyt mieć żonę, która była przepełniona miłością do Boga Ojca. Cieszcie się ze mną, Bracia i Siostry. Bóg pobłogosławił Jessicę i zabrał ją do miejsca wiecznego pokoju, gdzie nie ma bólu. Muszę być wdzięczny za czas, który mogłem z nią spędzić (...) Musimy dziękować za wszystko, co nas spotyka, bo taka jest wola Boża w Jezusie Chrystusie” - napisał Clint na blogu dwa tygodnie po śmierci swojej żony.
Ł.A/LifeSiteNews
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

