Jeszcze w połowie lat 70. XX wieku sytuacja tam przedstawiała się tragicznie. W Ameryce Łacińskiej - gdzie kilkuset księży szczyciło się członkostwem partii komunistycznych, a ich dzieła, zawierające bon moty w rodzaju: „Własność prywatna jest złodziejstwem zalegalizowanym i uświęconym”, uzyskiwały oficjalny placet Kościoła – powstrzymanie coraz ściślejszego aliansu chrześcijaństwa i marksizmu wydawało się niemożliwe.

Wspierana przez agenturę ZSRR teologia wyzwolenia święciła triumfy od granicy amerykańsko-meksykańskiej aż po Ziemię Ognistą. W Chile – przed wyborami prezydenckimi w 1970 r. – odprawiono w rocznicę urodzin Lenina uroczystą mszę, podczas której agitowano na rzecz komunisty Salvadora Allende. W Meksyku (niecałe dwa lata później) przełożony najbardziej znanej stołecznej bazyliki zezwolił na kręcenie w jej wnętrzu bluźnierczego filmu awangardowego „Święta góra”. Na porządku dziennym były kościelne publikacje stawiające znak równości między Chrystusem a Leninem i Marksem. Czy mogło dziwić więc, że celem pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II był właśnie Meksyk, Dominikana i Bahamy?

W 1979 r. zdziwienie było spore – choć największą niespodzianką okazał się ostatecznie nie tyle sam cel podróży, co postawa papieża. Jan Paweł II, zamiast oczekiwanego przez kręgi postępowe wsparcia dla teologii wyzwolenia, w ostrych słowach ją potępił.

„Obraz Chrystusa polityka, rewolucjonisty, wywrotowca z Nazaretu, nie zgadza się z katechezą Kościoła” – upomniał papież teologów wyzwolenia podczas zebrania Panamerykańskiej Konferencji Episkopatu (CELAM). Wypowiedź ta – co było do przewidzenia – wywołała następnego dnia w globalnych mediach falę zarzutów o lekceważenie przez Jana Pawła II problemów Ameryki Łacińskiej...

Identyczne reakcje wywołało 4 lata później wyraźne upomnienie przez papieża Ernesto Cardenala – nikaraguańskiego księdza, który w 1979 r. przyjął tekę ministra kultury w komunistycznym rządzie sandinistów. Cardenal, twierdzący, że krytyka komunizmu to grzech, został skarcony przez Jana Pawła II już na lotnisku podczas ceremonii powitalnej – co skrupulatnie zarejestrowały kamery telewizji z całego świata. Podobne ostrzeżenie spotkało w Nikaragui innego komunistycznego ministra, księdza Miguela D’Escoto, nagrodzonego zresztą później przez ZSRR Leninowską Nagrodą Pokoju.

Jan Paweł II nie poprzestał jednak tylko na słownych naganach, choć te i tak wzbudzały „kontrowersje” wśród intelektualistów i postępowych teologów. Poprzez zdecydowaną politykę personalną papież w krótkim czasie doprowadził bowiem do oczyszczenia z jawnych komunistów CELAM – czyli południowoamerykański episkopat. Dzięki temu wybryki, na jakie pozwalali sobie latynoscy księża-marksiści w latach 60. i 70., zdołano ograniczyć do znośnego minimum już po dekadzie od rozpoczęcia pontyfikatu.

Ogromne znaczenie dla losów latynoamerykańskiego katolicyzmu miały również pielgrzymki do Peru, gdzie działał maoistowski „Świetlisty Szlak”, do Urugwaju, którego władze nakazały pisać słowo „Bóg” małą literą, oraz do Chile, szarpanego konfliktem między juntą gen. Pinocheta a komunistami. Jan Paweł II, potępiając lewicowych terrorystów i strofując prawicowych dyktatorów, doprowadził tam do skutecznego zastąpienia teologii wyzwolenia tzw. teologią pojednania. Przesłanie polskiego papieża było jasne: drogą do pokoju społecznego jest przestrzeganie Dekalogu oraz szacunek dla ludzkiej godności, a nie lektura Marksa, karabin i bomby.

Nie inaczej było w innych państwach Ameryki Łacińskiej. Choć papież nie mógł rozwiązać tam bezpośrednio żadnego z problemów społecznych (choć wiele pozytywnych zmian zainspirował) – udało mu się ocalić to, co najważniejsze: zagrożoną przez księży-komunistów jedność Kościoła. Teologia wyzwolenia, po ranach zadanych jej przez Jana Pawła II, nigdy już nie odzyskała dawnej popularności, a ideolodzy komunizmu – stale obecni na kontynencie iberoamerykańskim (Hugo Chavez, Evo Morales) – przestali wreszcie odwoływać się do rzekomego marksizmu Jezusa Chrystusa.

Dziś kościół w Ameryce Łacińskiej to obok Afryki jeden z mocniejszych elementów katolicyzmu na całym świecie. Choć i teraz stoi on przed ogromnym wyzwaniem. A jest nim atak niewielkich wspólnot protestanckich, które zmieniają układ wyznaniowy Ameryki Łacińskiej.

Magdalena Żuraw

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »