To tyle, więcej na razie nie wiadomo o kolejnym, otwierającym się oku Wielkiego Brata, jednak już to może budzić niepokój. Bo jak pomysłodawcy sobie taki system wyobrażają? Jako wielki katalog, w którym każdy dzieciak żyjący w naszym kraju będzie miał swoją teczkę zakładaną w momencie narodzin? Teczkę, do której trafi każda, nawet najdrobniejsza informacja pozyskana przez dowolną instytucję – szkołę, przychodnię, parafię, szpital, kółko baletowe, organizację harcerską – itd. itp.? Praca iście syzyfowa, jednak w dobie coraz doskonalszych komputerów i baz danych wcale nie niemożliwa do wykonania. To, co było marzeniem wszystkich systemów totalitarnych, marzeniem nierealnym ze względu na niedoskonałość technologii, w „Wolnej Polsce” może stać się faktem.

 

Wspomnieć należy, że rząd PO – PSL nie jest pierwszym, w którego światłych głowach rodzą się takie budzące grozę pomysły. Projekt podobnego systemu został przygotowany podczas krótkich rządów Prawa i Sprawiedliwości w ministerstwie pracy kierowanym przez Joannę Kluzik – Rostkowską. Jak widać każda władza lubi śledzić swoich poddanych, a jeżeli w dodatku można to zrobić pod przykrywką „szlachetnych pobudek”, które urobieni przez media obywatele łykną jak przysłowiowa gęś kluski – to tym lepiej.

 

A mnie się nasunęło jedno, drobne całkowicie, pytanie. Co się stanie z danymi dziecka, kiedy osiągnie ono już pełnoletność i – w świetle prawa – dzieckiem być przestanie? Teczka zniknie w przepastnej gardzieli pieca a dane elektroniczne zostaną wykasowane? Wolne żarty, w taką uczciwość władzy nie uwierzy chyba nawet najbardziej uległy „leming”. Przecież za kilka pokoleń dzięki tym informacjom zgromadzonym w szczytnym celu powstanie gigantyczna baza danych o wszystkich mieszkańcach Polski. A wtedy... aż strach się bać.

 

Alexander Degrejt