To już kolejna wielka manifestacja solidarności z Telewizją Trwam, która nie otrzymała koncesji na nadawanie na platformie cyfrowej. Przed dwoma tygodniami ponad 10 tys. osób demonstrowało w stolicy w obronie telewizji o. Rydzyka. Dzisiejsza demonstrancja rozpoczeła się koło południa po mszy świętej i trwała dwie godziny. Tłum przemaszerował ulicą Grodzką na Rynek Główny.



Wśród manifestantów widziano polityków Prawa i Sprawiedliwości - m.in. Andrzeja Dudę, Ryszarda Terleckiego, Andrzeja Adamczyka, Zuzannę Kurtykę. "Precz z komuną", "Rząd pod sąd", "Gdzie jest prawda o Smoleńsku" - skandowano. Z demonstracji na demonstrację hasła antyrządowe stają się coraz bardziej dosadne i zabawne: "Moher against babilon", "Zabierz Donaldowi pilot" - można było wyczytać na transparentach.

 

Wielotysięczny tłum wspólnie odmówił modlitwę w intencji ofiar wczorajszej katastrofy. Podczas manifestacji silnie solidaryzowano się z premierem Victorem Orbanem, który stał się obiektem nagonki w całej Europie. Ludzie krzyczeli: "Niech żyją Węgry!" "Solidarność", "Niech żyje Orban". Organizatorzy zaprosili zebranych do wspólnego wyjazdu na Węgry 15 marca.


Jan Pospieszalski powiedział do zgromadzonych:

"Wolność słowa jest po to, aby społeczeństwo mogło kontrolować władzę. Władza, która nie czuje społecznej kontroli nie wywiązuje się ze swoich zadań. A my chcemy żyć w nowoczesnym i sprawnym państwie. Wczorajsza katastrofa pokazała, że Polska taka nie jest. Bo nasze państwo, tak jak dwa lata temu nie było w stanie zapewnić bezpieczeństwa prezydentowi i jego delegacji, tak teraz nie było w stanie zapewnić tym pasażerom pociągów, które zderzyły się kilkadziesiąt kilometrów stąd".


Pospieszalski w rozmowie z naszym portalem odniósł się do kłamliwej, jego zdaniem, relacji "Gazety Wyborczej" z demonstracji. - To kłamstwo, że kogokolwiek personalnie obwiniam za wczorajszą katastrofę, mówiłem o ogólnej kondycji państwa. Nigdzie nie mówiłem także o "prawdziwych Polakach", a jedynie o "wolnych". Oni słyszą rzeczy, których nikt nie powiedział. To choroba emocji, świadcząca o jakichś lękach - mówi gospodarz telewizyjnego programu "Bliżej".

 

PSaw/niezalezna.pl