Znamy wyniki badań dotyczących skuteczności brytyjskiego programu wychowania seksualnego. Oparta na promocji rozwiązłości i udostępnianiu darmowej antykoncepcji edukacja prowadzi do skutków odwrotnych od zamierzonych.
Rządowy program wychowania seksualnego kosztował podatników 5,9 mln funtów ( 2500 funtów za uczestnika projektu). W ciągu trzech lat wzięło w nim udział 2371 nastolatek, wytypowanych jako „grupy ryzyka” przez pracowników socjalnych, nauczycieli oraz pracowników służby zdrowia. Efekt? Prawdopodobieństwo zajścia w ciążę nastolatek, które brały w nim udział jest znacznie większe niż wśród dziewcząt, które korzystały z innych programów i nie korzystały z darmowej antykoncepcji.
Wyniki badań przeprowadzonych przez Instytut Edukacji Uniwersytetu w Londynie i londyńską Szkołę Higieny i Medycyny, opublikowane w internecie przez „British Medical Journal" pokazują, że 16 proc. dziewcząt biorących udział w rządowym programie YPDP (Young People's Development Programme) zaszło w ciążę. Natomiast odsetek takich przypadków wśród dziewcząt biorących udział w innych programach wynosi 6 proc. - Wyniki badań nie są zadziwiające. Tego typu programy edukacji seksualnej są sztucznymi projektami. Państwo i szkoła rozmowy o sferze seksualnej powinny zostawić rodzinom. Oczywiście jest odsetek rodziców, którzy na te tematy nie rozmawiają z dziećmi, ale szkoła czy państwo w tym ich nie wyręczy - mówi portalowi Fronda.pl pedagog prof. Aleksander Nalaskowski.
Eksperci brytyjskiego rządu przyczyn niepowodzenia upatrują w tym, że nieśmiałe nastolatki były narażone na kontakt z bardziej rozwiązłymi. Z powodu ich presji dziewczęta decydowały się na współżycie i w konsekwencji zachodziły w ciążę. YPDP, miał także ograniczyć pijaństwo i narkomanię wśród nastolatków. - Państwowa edukacja seksualna pochłania ogromne pieniądze. Korzystają na tym zwłaszcza firmy produkujące odpowiednie podręczniki i koncerny farmaceutyczne, które dostarczają głównie środki antykoncepcyjne - stwierdza prof. Nalaskowski.
Brak pożądanych skutków skłonił rząd do rezygnacji z programu.
Fiasko państwowej edukacji seksualnej nie zniechęca jej polskich zwolenników. W styczniu podpisali oni "Porozumienie na rzecz upowszechniania edukacji seksualnej wśród dzieci i młodzieży w polskiej szkole." Wśród organizacji, które podpisały porozumienie były m.in. Fundacja Promocji Zdrowia Seksualnego, Gender Studies UW, Grupa Edukatorów Seksualnych "PONTON", Polskie Towarzystwo Seksuologiczne, Związek Nauczycielstwa Polskiego. Jednak w marcu MEN ogłosiło, że w naszym kraju nie będzie obowiązkowej edukacji seksualnej, ponieważ byłaby ona niezgodna z zapisanym w Konstytucji RP prawem rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami.
MM/Dailymail.co.uk
Brytyjskie ministerstwo zdrowia przeprowadziło badania, które pokazały, że prawdopodobieństwo zajścia w ciążę młodych kobiet, które uczestniczyły w programie rządowym YPDP (Young People's Development Programme), jest znacznie większe niż w przypadku nastolatek, które w takich programach nie brały udziału, ani nie korzystały z darmowych środków antykoncepcyjnych. Koszt takiego programu wynosił 2500 funtów na jedną osobę.Wyniki badań pokazują, że 16 proc. dziewcząt biorących udział w rządowym programie zaszło w ciążę. Natomiast odsetek takich przypadków wśród dziewcząt biorących udział w innych programach wynosi 6 proc. Eksperci brytyjskiego rządu przyczyn niepowodzenia upatrują w tym, że nie nieśmiałe nastolatki były narażone na kontakt z bardziej rozwiązłymi. Z powodu ich presji dziewczęta decydowały się na współżycie i w konsekwencji zachodziły w ciążę. YPDP, który kosztował podatników 5,9 mln funtów miał także ograniczyć pijaństwo i narkomanię wśród nastolatków. Jednak nie przyniósł pożądanych skutków, stąd rząd z niego zrezygnował. W Wielkiej Brytanii w programie YPDP w ciągu trzech lat jego trwania wzięło udział 2371 nastolatków, wytypowanych jako „grupy ryzyka” przez pracowników socjalnych, nauczycieli oraz pracowników służby zdrowia.
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

