Według dr Katarzyny Pisarskiej, politolog z SGH, nie można wykluczyć, że referendum w Wielkiej Brytanii pociągnie za sobą kolejne głosowania w innych państwach i doprowadzi do częściowego rozpadu Unii. - Trzeba mieć nadzieję, że tak się nie stanie. Wielka Brytania od zawsze jest eurosceptyczna, groziła takimi referendami wielokrotnie - tłumaczy dr Pisarska. 

 

Poparcie dla wyjścia z UE zwiększa się w Wielkiej Brytanii regularnie od kilkunastu lat. Według sondaży przeprowadzonych w 2001 roku przez ośrodek badawczy ICM na zlecenie dziennika "The Guardian", poparcie dla pozostania w UE wynosiło w Wielkiej Brytanii 68 proc., natomiast opuścić Unię chciało zaledwie 19 proc. Brytyjczyków. 10 lat później, według tych samych badań, odsetek przeciwników UE wzrósł do 49 proc., a zwolenników stopniał do 40 proc. Regularne powiększanie się grona eurosceptyków potwierdzają wyniki sondażu opublikowane przez "The Guardian" 17 listopada 2012 roku. Wskazują one, że UE chce już 56 proc. obywateli Zjednoczonego Królestwa. 

- Poparcie dla członkostwa w UE od lat jest w Wielkiej Brytanii jednym z najniższych w Europie. Dzięki temu eurosceptycznemu argumentowi, Brytyjczycy byli w stanie wybierać a la carte pewne polityki Unii Europejskiej. Trzeba pamiętać, że Wielka Brytania nie jest w strefie Schengen i w strefie euro. Argument, że społeczeństwo brytyjskie nie jest gotowe do pełnej integracji, wykorzystywano w negocjacjach w Brukseli wielokrotnie - wyjaśnia dr Pisarska. 

 

AM/Wp.pl