Nowy program edukacji seksualnej, według władz oświatowych Nowego Jorku, ma na celu – jak zawsze zresztą – zapobiegać nieplanowanym ciążom i chorobom wenerycznym wśród nastolatków. „New York Post” dotarł do podręcznika, z którego będą uczyć się nowojorskie dzieci.
11-latki dostaną na zajęciach karteczki z opisami różnych aktywności seksualnych, takich jak: pocałunek z języczkiem, symultaniczna masturbacja, seks oralny, seks z prezerwatywą i lubrykantem na bazie oliwki oraz seks analny. Nauczą się je układać w kolejności od najmniej do najbardziej ryzykownych.
Dla starszych dzieci, w wieku 14 lat, przewidziane są wycieczki do apteki, gdzie poznają różne rodzaje prezerwatyw i lubrykantów, ich zalety, wady i ceny. Na lekcjach będą odgrywać scenki, które nauczą ich, jak odrzucić seksualne awanse lub jak skłonić kolegę do założenia prezerwatywy.
Nastolatków, którym to nie wystarczy, rodzice mają odsyłać do strony internetowej Go Ask Alice (Zapytaj Alice) stworzonej dla studentów uniwersytetu Columbia. Na portalu omawiane są takie zagadnienia, takie jak: "pozycja na pieska", "seks przez telefon dla początkujących" czy "chciałabym kupić sobie wibrator, ale się wstydzę".
Oburzeni amerykańscy konserwatyści proponują, by jednocześnie oferowały dwa rodzaje edukacji seksualnej: liberalny, czyli z lekcjami antykoncepcji, i konserwatywny, oparty wyłącznie na abstynencji i moralnym rygoryzmie. Rodzice mogliby sami wybrać, na które lekcje będzie uczęszczać ich dziecko. Czy będzie to edukacja seksualna, która naprawdę ma polegać na wychowywaniu do odpowiedzialnego podejmowania decyzji o rozpoczęciu współżycia czy po prostu nachalna promocja antykoncepcji i zachęta do podejmowania aktywności seksualnej.
eBMe/Gazeta

