Fabularyzowany dokument na podstawie „Kapitału” nazywa się „Wiadomości ze starożytności” i właśnie ukazuje się w Niemczech na DVD. Dlaczego tak enigmatyczny tytuł? Autor, Aleksander Kluge zasłania się artystyczną formułą, krytycy szydzą z niego, że Kluge wstydzi się własnych fascynacji.

10 godzin nudy i groteski

Pomysł ekranizacji „Kapitału” nie jest wcale nowy. W 1927 roku wpadł na niego sowiecki reżyser Siergiej Eisenstein, autor słynnego filmu „Pancernik Potiomkin”. Bohaterami epickiej opowieści, za pomocą której Eisenstein chciał opowiedzieć „Kapitał” mieli być wówczas prosty proletariusz i jego żona. Jednak reżyser dzieła nie skończył, gdyż przedwcześnie stracił wzrok. Nie udało się w Związku Sowieckim, po 80 latach zrealizował go reżyser z kapitalistycznych Niemiec. Kluge nie ukrywa fascynacji Marksem i Eisensteinem: - Współczesność nie proponuje nic porównywalnego z pomysłem Eisensteina czy koncepcjami Marksa. Ich myśli odchodzą w przeszłość, są bliższe starożytności niż współczesności, ale jednocześnie można znaleźć wiele ciekawych porównań ze współczesnością – tłumaczy reżyser.

Film jest prawie tak samo nudny i rozwlekły jak jego książkowy pierwowzór. Trwa aż 10 godzin. Wypowiedzi wielu – głównie lewicowych – intelektualistów, jak Hans Magnus Enzensberger, Peter Sloterdijk, są przeplatane fabularnymi scenami m.in. z fabryk. W obrazie nie brakuje także elementów groteski. Jeden z licznie wypowiadających się w nim lewicowych intelektualistów porównuje teorię ekonomiczną Marksa do miłości. Inny zaś – w nawiązaniu do brechtowskiej parafrazy „Manifestu Komunistycznego” pisanej heksametrem, nazwał twórcę socjalizmu utopijnego poetą. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w filmie występuje także sam Dziadek Karol ze sztuczną brodą, otrzymamy dziwaczną zbitkę peanów rodem z najmroczniejszego socrealizmu i specyficznego niemieckiego poczucia humoru.

Kup sobie Marksa za jedyne 19, 99 euro

Wbrew temu co sądzą niektórzy, większe zainteresowanie Marksem nie jest wcale efektem kryzysu finansowego. Wydanie książkowe „Kapitału” już od początku 2008 roku znika z księgarskich półek szybciej niż w ubiegłych latach. W 2005 roku było to 500 egzemplarzy, w 2007 – 1300, a w 2008 roku sprzedano już ponad 3 tysiące sztuk. Jörn Schütrumpf z berlińskiego wydawnictwa Karl-Dietz Verlag, które wydaje dzieła klasyków komunizmu, uważa, że ważnym elementem sukcesu jest obecna w Niemczech moda na Marksa oraz na estetykę wydawniczą z okresu komunizmu. Większość kupujących nigdy „Kapitału” nie przeczyta, to jedynie ciekawy gadżet za 20 euro.

Nowi aktywiści, stare lektury

Jeśli w Niemczech jest moda na Marksa to zapanowała ona przede wszystkim wśród niektórych niemieckich studentów. Współpracujący z Partią Lewica (Linkspartei) Socjalistyczno-Demokratyczny Związek Studentów organizuje w tym roku akcję pod hasłem „Odkrywać Marksa na nowo” i tworzy na niemieckich uczelniach kółka czytelniczo-dyskusyjne dla zainteresowanych jego myślą. Organizatorzy nawet nie próbują udawać, że wcale nie mają naukowych ambicji. - Współcześnie powstaje nowa generacja aktywistów, którym chcemy dać do ręki konieczne narzędzia teoretyczne, by mogli dzięki nim przemieniać społeczeństwo. Dokładna analiza i krytyka kapitalizmu jest potrzebna, by móc go pokonać w sposób emancypacyjny – mówi organizatorka akcji, Nele Haas.

Zrób sobie zdjęcie z Marksem

Młodych marksistów wspierają swoim autorytetem także starsi znawcy klasyka komunizmu. - 140 lat po swojej pierwszej publikacji Kapitał nie stracił na aktualności – twierdzi politolog Michael Heinrich z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Rozważa on bowiem kwestie ekonomiczne, socjologiczne i politologiczne w taki sposób, w jaki nikomu się to później nie udało – mówi z zachwytem naukowiec. Miejscem, gdzie można się naocznie przekonać o tym, że Marks nie został w swojej ojczyźnie zapomniany jest Chemnitz (dawniej Karl-Marx Stadt), gdzie stoi największy w Europie, 7-metrowy pomnik Marksa. Przyciąga tłumy turystów, a kapitaliści zbijają prawdziwe kokosy na gadżetach związanych z ojcem komunizmu.

Lepszy niż Mao i Lenin

Niemiecka publicystka, autorka książki „Zabawa w komunizm”, Bettina Röhl ostrzega jednak, aby nie traktować zainteresowania Marksem z przymróżeniem oka: - On jest swego rodzaju socjalistycznym założycielem religii, takim katalizatorem, do którego wielu komunistów chętnie się odwołuje, bo Stalin, Lenin, Mao, Pol Pot i spółka zawiedli „w praktyce”. Marks jest dla nich starą dobrą ikoną, jedyną jaka im pozostała - twierdzi Röhl w rozmowie z portalem Fronda.pl. I nie chodzi jej tylko o starą enerdowską nomenklaturę, czy przedstawicieli Pokolenia '68. - Karol Marks nie został jeszcze odczarowany, wzrastają nowe pokolenia, które obiecują sobie po dyktaturze proletariatu, że będą dostawać banany, pieczone gęsi i samochody za nic – dodaje.

Stefan Sękowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »