Jak informuje PAP za niemiecką telewizją ARD, w poniedziałek wieczorem w Niemczech doszło w wielu miastach do kolejnych ogromnych protestów przeciwko wprowadzonym przez tamtejszy rząd obostrzeniom pandemicznym.
Tylko w Rostocku manifestowało około 10 tys. osób, a protestujący sprzeciwiali się przede wszystkim używaniu w przestrzeni publicznej maseczek oraz obowiązkowym szczepieniom preparatem przeciw COVID-19. Jeden z plakatów głosił: "Korona-terror. Najpierw kaganiec. Następnie pozbawienie wolności. Teraz obowiązkowe szczepienia?". Były też transparenty mówiące o ty, że istnieją już obozy segrefujące ludzi oraz wprowadzany jest system kastowy.
Atmosfera protestów był napięta i nie obyło się bez starć a policją. Rannych zostało 13 funkcjonariuszy, a zamieszki w pewnym momencie przybrały charakter gwałtownych.
Protestujący nie zastosowali się do zakazu zgromadzeń. Stawili też opór podczas prób zatrzymania marsz przez policję.Zatrzymano 13 osób.
Jak podają media w innych miastach Niemiec także odbyły się wielotysięczne protesty: w Turyngii było ponad 10 tys. osób, w Magdeburgu ok 3 tys., a demonstranci protestowali także w Dreźnie, Budziszynie oraz Freibergu. Warto przypomnieć, że podobne demonstracje odbyły się zaledwie tydzień wcześniej.
Niemieckie ministerstwo zdrowia ocenia, że sytuacja epidemiczna w związku z nową mutacją koronawirusa Omikron jest w tym kraju "bardzo poważna", ale niemieckiewładze mają się powstrzymać przed tak drastycznymi restrykcjami sanitarnymi jakie już wprowadziła Holandia - wprowadzono tam tzw. twardy lockdown.
– Zamiast wprowadzać lockdown, należy korzystać z istniejących instrumentów. W szczególności nie powinniśmy zamykać szkół, ponieważ nasze dzieci już wiele ucierpiały z powodu utraty kontaktów społecznych i możliwości edukacyjnych – uważa niemiecka polityk partii FDP i ekspert ds. zdrowia, Christine Aschenberg-Dugnus.
mp/pap
