Jakiego poziomu (a może dna?) nienawiści, zajadliwości…, a może strachu przed normalnością, szeroko rozumianą (właściwie) moralnością i etyką, powrotu do chrześcijańskich i ogólnoludzkich wartości, sięgają poniektórzy dziennikarze, świadczy tekst niejakiej p. Aleksandry Pawlickiej pt. PiS z Kościołem, Kościół z PiS-em, który ukazał się w proreżimowym Newsweeku (http://polska.newsweek.pl/pis-kosciol-wybory-anachronizm-newsweek-pl,artykuly,367039,1.html). Już sam tytuł tego „artykułu” świadczy sam za siebie, a dalej jest jeszcze ciekawiej: Prezydent Andrzej Duda przemawia z ambon i łapie w locie upadającą na ziemię hostię. Kandydatka na premiera Beata Szydło jest matką początkującego księdza. Patron obojga – Jarosław Kaczyński – spędza wieczór wyborczy na Jasnej Górze i deklaruje: „Nie ma Polski bez Kościoła”. Także prawdopodobny koalicjant PiS, Paweł Kukiz, niesie na sztandarach Boga, Honor i Ojczyznę, siebie samego mianując „agentem Pana Boga”.

Jak to bardzo boli p. Pawlicką, że ktoś nie boi się, nie wstydzi się pokazać, że jest nie tylko osobą wierzącą, ale że żyje zgodnie z tym, co wyznaje. Że nie zostawia jak niejaka p. Kopacz czy Gronkiewicz-Waltz swojego katolicyzmu przed drzwiami parlamentu, ministerstwa czy ratusza.

Cały tekst jest utrzymany w tym tonie, czyli tonie „mowy miłości”, tak charakterystycznej dla zwolenników i elektoratu PO. Przebija z niego strach, że jesienią może wszystko się zmienić, że nie będzie homoterroru, kolesiostwa, załatwiania interesów przy wódeczce w Sowa &Przyjaciele, bezkarnych afer itd.

Pani Aleksandra Pawlicka i jej podobni boi się, bo może wtedy nie będzie już można bezkarnie pluć na Kościół i duchownych czy kogokolwiek, bo być może (i co daj Boże) sądy nie będą „rozgrzane” polityczną poprawnością i tak jak w innych demokratycznych krajach nie będą się patrzeć na to kto z jakiej partii jest, tylko będą naprawdę niezawisłe.

Widać strach w oczach, gdyż w pełni wolnym i demokratycznym państwie, gdzie wolność choć szanowana ma jednak swoje granice - jak twierdził św. Augustyn: moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka – być może nie będzie miejsca dla p. Pawlickiej i jej kolegów w przestrzeni publicznej. Tak samo jak nie będzie miejsca dla „mowy miłości”, którą epatują takie osoby jak p. Nisiołowski, p. Mucha, p. Środa i wielu, wielu innych. Co daj Boże!

dk. Jacek Jan Pawłowicz