Według mnie, jest wprost przeciwnie. Kto próbuje sprowadzić poezję Herberta do pięknych słów i ornamentów, ten traktuje ją instrumentalnie, jak błyskotkę dla kulturalnych, ale próżnych dam. Odbiera jej wagę i zdolność do odsłaniania najgłębszego, czasami bolesnego sensu rzeczywistości. Natomiast dowodem ogromnego szacunku dla poezji Herberta jest jej stała obecność w wypowiedziach artystów, filozofów, publicystów czy polityków. Wpisany w te wiersze system wartości nadal żyje i tłumaczy polskie sprawy. Daje siłę „poniżanym i bitym”, przywraca godność „zdradzonym o świcie”. Bo wciąż istnieje moralny kosmos i wbrew temu, co sugerowała kiedyś „Gazeta Wyborcza”, to nie Pan Cogito ma kłopot z demokracją, ale zmanipulowana wizja demokracji, jej kłamliwy fantom, ma kłopot z Panem Cogito.

Myślę, że Zbigniew Herbert jest jednym z czterech najważniejszych patronów tworzącej się dziś w Polsce nowej „Solidarności”, nowego ruchu społecznego. Pozostali to Anna Walentynowicz, ks. Jerzy Popiełuszko i Jan Paweł II. Dlatego słowa poety będą wracać w kontekście walki o prawdziwie wolną Polskę, czy to się komuś podoba, czy nie. Stosunkowo łatwo usunąć znicze i kwiaty z Krakowskiego Przedmieścia, ale poezja - na szczęście! - jest wieczna i nie można jej uprzątnąć z naszych umysłów i serc.

Wojciech Wencel

 

not. eMBe

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »