Sekretarz generalny partii Andrzej Wyrobiec rozwiał jednak nadzieje Węgrzyna i zakomunikował, że podobny list został skierowany do wszystkich członków Platformy czyli 50 tys. osób.
Decyzja jest ostateczna. Węgrzyn, który zabiegał o wpisanie go na listy wyborcze PO zapowiada jednak, że i tak wystartuje w jesiennych wyborach. Nie zdradził jednak, z jakiego komitetu, ani czy chce zostać posłem czy senatorem. - Stanę przed trybunałem wyborców, oni ocenią, czy moja wypowiedź zdyskwalifikowała mnie z życia publicznego. Jestem człowiekiem upartym. Wyrzucają mnie drzwiami, a ja wracam oknem. Jestem przekonany, że będzie dla mnie miejsce w przyszłym parlamencie - powiedział Węgrzyn.
Oświadczył jednocześnie, że w kwestiach światopoglądowych jest "niereformowalny". Według polityka "poprawność polityczna to pięta achillesowa polskiego parlamentaryzmu".
Przewodnicząca sądu Katarzyna Matusik-Lipiec poinformowała, że organ partyjny uznał, iż publiczne wypowiedzi posła Węgrzyna "godzą w dobre imię PO". Jak dodała, polityk "szantażował władze krajowe PO, sugerując, że decyzja o tym, czy znajdzie się na listach PO, miałaby zależeć od lobby homoseksualnego w Platformie". - PO nie jest partią, która zajmuje się preferencjami seksualnymi swoich członków - zaznaczyła Matusik-Lipiec.

