Spora węgierska mniejszość na Słowacji skarży się na tamtejszy rząd. Bratysława zaś podejrzewa ich protektora - rząd w Budapeszcie - o celowe osłabianie swojej państwowości. Okazuje się, że ta napięta sytuacja przeniosła się także na kwestie wiary i Kościoła. – Tak dalej być nie może. Nie mamy własnej diecezji, należymy do trzech słowackich – powiedział "Rzeczpospolitej" Pal Csaky, lider Partii Węgierskiej Koalicji. Zarzuca słowackim duchownym, że nie troszczą się o węgierską mniejszość w Rożniavie, a episkopat odrzuca ich prośby. Zbiera podpisy pod petycją do Stolicy Apostolskiej.

 

Rzecznik Konferencji Biskupów Słowackich Jozef Kovaczik odpiera zarzuty. Jego zdaniem słowacki episkopat zna nie tylko język, ale i potrzeby wiernych. Przykładem działań na rzecz wiernych jest chociażby tłumaczenie listów duszpasterskich na język węgierski i sprowadzanie z Budapesztu prasy religijnej.

Węgrzy to 450 tys. spośród 5,5 mln mieszkańców Słowacji. Nie żyją na wyodrębnionym terytorium, dlatego żądania własnej diecezji naruszają konkordat między Słowacją a Watykanem.

 

Słowackie media oskarżają o podburzanie do secesji prymasa Węgier Petera Erdö, a reakcje rządu są jednoznaczne. – Po krótkim okresie spokoju węgierscy secesjoniści znów zaczynają mącić – oburza się Jan Slota, lider koalicyjnej Słowackiej Partii Narodowej. Jego zdaniem węgierska diecezja to pierwszy krok do stworzenia autonomii w 16 powiatach pogranicza.

 

AJ/Rz

 

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »