W myśl przyjętej dziś wspólnej rezolucji Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej, badania na komórkach macierzystych pochodzących od nienarodzonych dzieci są dopuszczalną alternatywą wobec eksperymentów na zwierzętach. - Państwa członkowskie powinny brać pod uwagę, że, kiedy jest to tylko możliwe, należy stosować zadowalającą z naukowego punktu widzenia metodę lub strategię testową, nie wymagającą wykorzystywania zwierząt – można przeczytać w dokumencie. Rada Unii Europejskiej wykreśliła z cytowanego powyżej Artykułu 4. rezolucji słowa wskazujące na to, iż w świetle rezolucji wykorzystanie ludzkich zarodków nie jest uznawane za metodę alternatywną, choć jednocześnie to państwa członkowskie powinny podjąć etyczną decyzję w tym zakresie. Dokument w brzmieniu zaproponowanym przez RUE został zatwierdzony przez przedstawiciela PE i przedstawiony Parlamentowi bez możliwości odrzucenia.
Rezolucja nie podoba się m.in. Komisji Konferencji Biskupów Wspólnoty Europejskiej (COMECE), która wydała w tej sprawie oświadczenie. - Ostateczne brzmienie tego dokumentu nas nie zadowala. Istnieje ryzyko, że w przyszłości państwa członkowskie będą zmuszone do uznania eksperymentów na ludzkich embrionach za alternatywę wobec wykorzystywania zwierząt do badań naukowych – mówi portalowi Fronda.pl sekretarz generalny COMECE, ks. Piotr Mazurkiewicz. Na liście 21 metod alternatywnych, zatwierdzonych przez Komisję Europejską, znajduje się 5, które oznaczają śmierć dla nienarodzonych dzieci.
Sprzeciw łączy
Negatywnie na uchwaloną rezolucję patrzą politycy zarówno Platformy Obywatelskiej, jak i Prawa i Sprawiedliwości. Europoseł Konrad Szymański wniósł zdanie odrębne do uchwalonej rezolucji. - To wyraz modernistycznego podejścia, humanizacji zwierząt i animizacji ludzi. Staczamy się po równi pochyłej – mówi portalowi Fronda.pl poseł PiS, Bolesław Piecha. - To złamanie kolejnego tabu dotyczącego ochrony godności człowieka i ludzkiego życia. Europa zdaje się zbliżać do kultury azjatyckiej. Tam kwestie, o których mówimy, nie stanowią żadnego problemu. Paradoksalnie, dzieje się to pod płaszczykiem ochrony zwierząt, która także jest bardzo istotna – wtóruje mu poseł PO Jarosław Gowin, w rozmowie z portalem Fronda.pl.
W świetle uchwalonej rezolucji można prowadzić badania na embrionach, o ile nie zabrania tego prawo krajowe. - Problem w tym, że polskie prawo tego nie zabrania. Dlatego konieczne jest, by polski parlament uchwalił ustawę, która chroniłaby godność ludzką zarówno na poziomie zapłodnienia in vitro, jak i badań naukowych – mówi portalowi Fronda.pl europoseł PiS Konrad Szymański.
Ustawa? Raczej nie w tej kadencji
Czy polscy politycy będą jednak w stanie uchwalić taką ustawę? Sceptyczny wobec życzenia Szymańskiego jest Jarosław Gowin, autor jednego z projektów ustawy bioetycznej, które utknęły w "zamrażarce" marszałków Komorowskiego, a obecnie Schetyny. Zdaniem krakowskiego posła jego projekt chroniłby życie nienarodzonych przed eksperymentami, jednak nie zostanie on przegłosowany przez sejm. - Przyjęcie jakiejkolwiek ustawy bioetycznej w tej kadencji nie będzie, moim zdaniem, niestety możliwe. Winna jest atmosfera politycznego sporu między głównymi partiami i zafiksowanie na punkcie jednego z jej aspektów, czyli zapłodnienia in vitro – mówi Gowin. - To moja osobista porażka, ale także porażka polskiego społeczeństwa, że nie potrafimy uchwalić skutecznej ustawy chroniącej ludzkie życie – dodaje.
Więcej nadziei ma autor konkurencyjnego projektu ustawy bioetycznej, Bolesław Piecha z PiS. - Nie jestem tak pesymistyczny, jak poseł Gowin. Jest szansa na uchwalenie ustawy, choć bardziej niż sporem politycznym martwiłbym się liczbą posłów promujących bardziej liberalne podejście do ochrony życia ludzkiego, których jest znacznie więcej w PO, niż w PiS. Szkoda też, że w sporze o kwestie polityczne górę wziął temat odpłatności metody in vitro – konkluduje polityk.
"Nasze prawo chroni już zarodki!"
Tymczasem były marszałek sejmu, Marek Jurek, uważa, że polskie prawo już w wystarczającym stopniu chroni życie ludzkich zarodków. Powołuje się na uchwałę sejmu z 21 lipca 2006 roku, która stwierdza, że "Instrumentalne wykorzystywanie ciała ludzkiego i niszczenie życia poczętego jest drastycznym naruszeniem praw człowieka. Nie można go usprawiedliwić żadnymi okolicznościami i należy tych praktyk zaniechać, niezależnie od intencji, dla których są podejmowane. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej zwraca uwagę, że te naganne praktyki są niezgodne z polskim prawem". Ponadto kodeks karny w art. 157a § 1. mówi, iż "kto powoduje uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2".
- Problem w tym, że politykom łatwiej jest postulować nowe uchwały i ustawy, niż dbać o to, by istniejące prawo było wykonywane. W okresie działania obecnego rządu rozmawiałem z wieloma politykami, w tym wszystkimi dotychczasowymi ministrami sprawiedliwości i prokuratorami generalnymi (Ćwiąkalski, Kwiatkowski, Czuma), ale żaden z nich nie wyrażał zainteresowania sprawą, choćby w kontekście wylewania do ścieków tzw. "zarodków nadliczbowych". Zaś obecny prok. Seremet nie chciał ze mną nawet rozmawiać - mówi portalowi Fronda.pl Marek Jurek.
Stefan Sękowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

