Gdy pojawiła się informacja o trzeciej osobie w kabinie pilotów i że był nią szef sił powietrznych gen . Andrzej Błasik, niektóre media sugerowały, że mógł on wywierać presję na pilotów. Co na to wdowa po tragicznie zmarłym generale? - Pamiętam, co mąż mówił do pilota, który odmówił wykonania lotu  do Tibilisi. Stojąc obok męża, słyszałam jego słowa skierowane do któregoś z pilotów, że nikt nie ma prawa niczego nakazywać dowódcy załogi, bo on o wszystkim decyduje i ma prawo odmówić wykonania lotu, jeżeli w jakikolwiek sposób zagraża to bezpieczeństwu – opowiada w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Ewa Błasik nie kryje swojego rozżalenie tym, w jaki sposób pojawiła się informacja o obecności męża w kokpicie pilotów. - Nie rozumiem, dlaczego na samym początku nie poproszono mnie o to, a do mediów podano wiadomość, że mąż był w kabinie pilotów przed katastrofą. To bardzo rani moją rodzinę – mówi. I pyta:  Może to tylko sugestie przewodniczącej komitetu MAK?

Sama nie była też w Moskwie zidentyfikować ciało. Ale jak mówi, był to jej dobrowolny wybór. - Zawróciłam dosłownie ze stopni samolotu, nie byłam w stanie tam lecieć. Mąż identyfikowany był na podstawie DNA, jego ciało było w częściach – mówi „Naszemu Dziennikowi”.

- Ufam, że w trumnie, która przyleciała do Polski jako ostatnia, jest mój mąż; nie wyobrażam sobie, by było inaczej. Myślę tak dlatego, bo otrzymałam jego rzeczy osobiste, które przy nim znaleziono. Wśród nich obrączkę i zegarek, na którym czas zatrzymał się na godzinie 8.38. Rozumiem, że wtedy zginął – zastanawia się głośno wdowa po dowódcy sił powietrznych.

Kobieta wskazuje, że we wczesnym osądzaniu jej męża prym wiedzie TVN i ludzie z programu „Teraz my”.  -  Zapraszają do programu tzw. ekspertów, którzy nie sprawdzili się w lotnictwie, a teraz mają swoje pięć minut i wyżywają się na moim mężu – ocenia Ewa Błasik. Podkreśla też, że ma wrażenie o obojętności wielu osób odnośnie wyjaśnienia tego, co zdarzyło się 10 kwietnia w lesie pod Smoleńskiem. - Nie chcę mieszać w to prokuratury, ale zaczynam w tej sprawie nikomu nie ufać – powiedział „Naszemu Dziennikowi”.

Wdowa po gen. Błasiku zastanawia się, co mogło być przyczyną katastrofy. - Kapitan Protasiuk był wcześniej na lotnisku w Smoleńsku, znał je, więc na pewno nie można mówić o jego błędzie. Coś musiało ich zaskoczyć lub w błąd wprowadzili ich rosyjscy kontrolerzy – analizuje. - Wierzyłam w poznanie prawdy o przyczynach tej katastrofy, póki nie usłyszałam komitetu MAK. Gdy obwieścił on, że naciski i poziom stresu w kabinie pilotów były główną przyczyną katastrofy, od tego momentu straciłam wiarę, iż kiedykolwiek poznamy prawdę – opowiada.

Kobieta nie ukrywa, że z pomocą w przetrwaniu tych trudnych chwil przychodzi jej wiara. - Jestem osobą bardzo wierzącą i chyba bym się nie podniosła, gdybym nie wierzyła w Boga, że jest i czuwa nad nami. Bez Boga nerwowo nie wytrzymałabym napięcia, które wiązało się z różnymi trudnymi sytuacjami w lotnictwie, w których brał udział mój mąż. Wiem, że dziś mój mąż jest blisko mnie, nie tylko przychodzi do mnie w snach, ale stale czuję jego obecność – dzieli się w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

maj/Nasz Dziennik

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »