„Wüstenrot & Württembergische jest jednym z niemieckich koncernów finansowych specjalizujących się w kredytach budowlanych. Obraca miliardami, więc wycieczka do Brazylii za 200 tysięcy euro dla najlepszych pracowników nie była niczym niezwykłym w tej branży. Dziennik „Handelsblatt” wykrył jednak, że pobyt w Rio de Janeiro nie ograniczył się do miłego spędzenia czasu we własnym gronie. Jednym z punktów programu była wizyta w klubie o nazwie Barbarella. To dom publiczny, z którego usług ochoczo skorzystała część wycieczki. Jeden z dyrektorów firmy, jak wynika z protokołu policyjnego, spędził noc z prostytutką na plaży”- pisze „Rzeczpospolita”.
Wüstenrot twierdzi jednak, że nie ma z całą sprawą nic wspólnego i przedstawia mediom regulamin postępowania pracowników w czasie wyjazdów integracyjnych. Według niego nie wolno im szkodzić wizerunkowi firmy. Jednak już kilka miesięcy temu „Handelsblatt” opisał, jak pracownicy koncernu ubezpieczeniowego Ergo zabawiali się w łaźniach na Wzgórzu Gellerta w Budapeszcie, gdzie pracownicy mieli wynajęte prostytutki. Na dodatek panie lekkich obyczajów były specjalnie oznakowane, mając na rękach (to było jedyne ich odzienie) opaski w kolorze żółtym i czerwonym. Z usług tych „czerwonych” mogli korzystać jedynie uczestniczący w wyprawie menedżerowie koncernu. „Ciekawie wyglądały rozliczenia za wieczór. Panie zbierały pieczątki na ramionach. Honorarium uzależnione było od ich liczby. Gości była setka, dam do towarzystwa dwadzieścia. Działo się to wprawdzie trzy lata temu, ale sprawa ujrzała światło dziennie zaledwie kilka miesięcy temu”- informuje „Rz”. Prawo tak naprawdę nie zabrania takich premii dla pracowników. Teoretycznie nie ma prawnych przeszkód do takiej formy rekompensaty. Prawo wkracza jedynie jeśli seksowi towarzyszy korupcja.
Od jakiegoś czasu w Niemczech popularne jest takie nagradzanie najlepszych pracowników. Kilka lat temu jeden z menedżerów Volkswagena, odpowiedzialny za kontakty ze związkami zawodowymi, zapraszał przez lata związkowców do znanego w Hamburgu klubu o nazwie Sex World. Rachunki (w sumie na 5 milionów euro) za te (seks)kapady lądowały na biurku szefa działu personalnego koncernu Petera Hartza, który traktował je jako lobbing. Hartz był odpowiedzialny w czasach rządów Gerharda Schrödera z liberalizację niemieckiego rynku pracy. Okazało się, że ten „reformator” przez lata z usług luksusowej brazylijskiej prostytutki, opłacanej przez Volkswagena. Czekała na swego klienta w najlepszych hotelach na kilku kontynentach, inkasując za to w sumie niemal 700 tysięcy euro. Na tym tle wyprawy pracowników koncernów Wüstenrot czy Ergo jawią się jak mało znaczące epizody z życia niemieckich koncernów.
Może Ruch Palikota, który chce by Polska stała się jednym wielkim sutenerem, domaga się legalizacji burdeli nie tylko z uwagi na swój libertynizm, ale dobro kraju? Dzięki temu nie tylko polscy pracownicy wielkich koncernów mogliby dostawać premie w postaci kobiecego ciała ( choć my pewnie byśmy tylko dostali rumuńskie albo ukraińskie „mięska”) , ale również Polska, jak długa i szeroka, mogłaby być legalnie ciupciana przez biznesmenów z Niemiec. To z pewnością by pogłębiło nasze wspólne relacje i byłoby wyrazem prawdziwej miłości polsko-niemieckiej. Już rozumiem skąd to oburzenie Palikota na Jarosława Kaczyńskiego za jego germanofobię. On po prostu nie ma żony i pewnie jest prawiczkiem.
Ł.A/Rzeczpospolita

