Dlaczego rząd Donalda Tuska z taką premedytacją utrudniał działania w przestrzeni polityki zagranicznej prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu?
- Pracowałem w MSZ i obserwowałem z jakim nastawieniem rząd Donalda Tuska doszedł do władzy i jakie ma nastawieni do prezydenta Lech Kaczyńskiego. Rozpoczęto wręcz politykę eliminowani go z udziału w polityce zagranicznej. Podam kilka przykładów. PO chciała spełnić zobowiązanie wyborcze i wyprowadzić polskie wojska z Iraku. Mówiono, że wypełniliśmy tam już swoją misję. Prezydent Kaczyński chciał to jednak sprawdzić i wysłać do Iraku Władysława Stasiaka i gen. Romana Polko. Niestety w tej sprawie minister Sikorski blokował ich wyjazd, aby nie dopuścić do tego, jak naprawdę wygląda tam nasza sytuacja. Podobnie było z tarczą antyrakietową, utrudniano dostęp do wiedzy, do negocjacji. Rząd Tuska nie chciał tej tarczy, bo od początku miał kurs nie proamerykański, ale proniemiecki. Kolejnym przykładem było również to, że na początku 2009 r. wysłano dokument, który pokazałem na komisji Macierewicza, że wydano na piśmie decyzję o nie rozpowszechnianie na kancelarię prezydenta depesz ani innych pism przychodzących z placówek zagranicznych. Kancelaria prezydenta miała się oficjalnie zwracać o informację do MSZ, który i tak w odpowiedzi napisałby to, co by chciał.
Rok 2010 był historycznym rokiem, kultywowania pamięci ważnych historycznych wydarzeń.
- Rok 2010 był rokiem wielu rocznic. Była rocznica Bitwy pod Grunwaldem, Bitwy Warszawskiej, Zbrodni Katyńskiej czy powstania „Solidarności” i robiono to w taki sposób, aby organizować obchody podwójnie jedne rządowe, promujące Tuska, a drugie prezydenckie. W tym kontekście politycznej gry, przeciwko prezydentowi były też obchody Zbrodni Katyńskiej. Tusk chciał wcześniej spotkać się z Putinem i przejąć cały splendor tych obchodów. Może wyciągnięto wnioski z Westerplatte, gdy przyjazd Putina nie okazał się całkowitym sukcesem Tuska, bo prezydent Kaczyński miał tam wspaniałe przemówienie, przypominające też rolę Związku Radzieckiego w czasie II wojny. To przyćmiło celebrację Tuska. Wykorzystano więc rocznicę Katynia.
A jaka była rola Rosjan w tej polityce?
- Rosjanie dostrzegli, że jest znaczący podział między rządem, a prezydentem, że Tuskowi zależy na spotkaniu z Putinem i weszli w tą grę. Putin nie przeprosił Polaków w Katyniu, nie przyznał się do winy, ale zrzucił ją na stalinizm, pokazując, że Rosjanie są tutaj również ofiarami. Dostrzegł, że Tuskowi nie zależy na prawdzie, ale tylko na efekcie wizerunkowym. Putin spóźnił się przecież godzinę na to spotkanie, uklęknął, zapalił znicz i koniec. Rosjanie nie przekazali nam od tamtej pory żadnych nowych dokumentów w tej sprawie. Dla świata sprawa katyńska jest zamknięta. Tusk miał międzynarodowego newsa, ale sprawę przegrał.
A jak ocenia pan pracę ministra Radosława Sikorskiego w tej grze przezciwko prezydentowi Kaczyńskiemu i wizji jego polityki zagranicznej?
- On jest lojalnym wykonawcą polityki Tuska, który nie chce mieć rozbudowanej polityki zagranicznej. Funkcjonowanie Polski w Europie całkowicie podporządkował Niemcom, zwasalizował ją. Wygląda na to, że przesłanie naszej polityki zagranicznej wygląda tak: Niemcy prowadźcie w Europie, przewodźcie jej. Był hołd wobec Niemiec Tuska i Sikorskiego. To ma być nagrodzone dotacją europejską. Nie ma więc rozwijania stosunków i miejsca na jakąkolwiek naszą aktywną spedycyjną politykę w NATO, na Bliskim Wschodzie, politykę Jagiellońską. Sikorski się temu podporządkował. To kolidowało z polityką Lecha Kaczyńskiego stawiającego nacisk na aktywną politykę międzynarodową, promocję Polski w świecie. Dziś aktywne otwarcie na Ukrainę czy Gruzję koliduje z Rosjanami, którzy są przyjaciółmi Niemiec. Politykę Kaczyńskiego zbojkotował Sikorski. Tak jak zbojkotowano również wizytę prezydenta w Katyniu 10 kwietnia 2010 r.
Rozmawiał JW

