- Wczoraj Łukaszenka przy użyciu milicji rozpędzał opozycję, dziś kogoś wypuszcza. Pojutrze nie wiadomo, co zrobi. Czy jeśli na przykład dojdzie do zaognienia konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, wpuści wojska rosyjskie, żeby otworzyć kolejny front przeciwko Ukrainie, czy stanie okoniem i nie będzie współpracował z Rosjanami? - zastanawia się Witold Waszczykowski, poseł PiS, były wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Alaksandr Łukaszenka wypuścił z więzienia opozycjonistę Mikołę Statkiewicza. Pojawiają się opinie, że to zagranie może zmienić relacje między Białorusią a Zachodem. Czy to nie za duże oczekiwania po zwolnieniu jednego więźnia politycznego?
Mamy tu dylemat, bo to trudny do wytłumaczenia gest. Łukaszenka przez wiele lat utrzymywał bardzo restrykcyjny reżim. Rozprawiał się może nie skrajnie brutalnie, ale zdecydowanie z opozycją. Z drugiej strony, opozycja była bardzo rozbita. W wyborach prezydenckich startuje po kilku, lub kilkunastu kandydatów, jest wiele partii i partyjek, które nie porafią się zjednoczyć. Mieliśmy zatem pat: Łukaszenka panował nad całą sytuacją, a opozycja nie była zjednoczona, lecz bardzo skłócona ze sobą. W sytuacji Łukaszenka jest na Białorusi panem nieba i ziemi, więc może sobie pozwolić na takie gesty. Niczym mu to nie zagraża. Wręcz przeciwnie, pokazuje jego pańskość. Przywódca Białorusi jest u szczytu popularności w kraju. W dodatku ma a koncie olbrzymi sukces w postaci szczytu Mińsk 2. Do niego, kiedyś marginalizowanego polityka przyjechał nie tylko Władimir Putin, ale i Angela Merkel oraz Francois Hollande. Dlatego Łukaszenka ma na Białorusi niekwestionowaną władzę i tak jest odbierany. Może powiedzieć: proszę, jestem akceptowany przez świat. To w tym kontekście widziałbym ten gest, jakim jest zwolnienie Statkiewicza. Może to nie jest fanaberia, ale kaprys już tak. Na oddanie władzy przez Alaksandra Łukaszenkę się nie zanosi. Za wcześnie jest też, by mówić, że pójdzie on w kierunku jakiejś liberalizacji systemu. Jemu samemu nic nie zagraża, a jego gest jest dobrze widziany na świecie.
Czy traktowanie opozycji przez władzę ma rzeczywiste przełożenie na to, jak Zachód traktuje Białoruś? Bardzo często jest tak, że kraje demokratyczne przymykają oko na zachowanie dyktatorów w najróżniejszych częściach świata, jeśli mają w tym interes.
Problem polega na tym, że świat nie widzi interesów na Białorusi. To mały kraj wciśnięty między większe: Rosję, Ukrainę, Polskę. To kraj tranzytowy, który niekomu nie wadzi, nie robi problemów z przejazdem, więc w tym znaczeniu nie jest dla nikogo przeszkodą. Nie stanowi też wielkiego rynku, bo mieszka tam ok. 10 mln stosunkowo niezamożnych ludzi. Nie prowadzi się tam wielkich interesów gospodarczych. W rezulacie Białoruś jest nieco marginalizowana przez świat, a z drugiej strony wspomagana przez Rosję. I tak wegetuje. Dla nas jest to problem, bo to kraj niedemokratyczny, który nie ma przejrzystego procesu decyzyjnego. Przez to jest nieprzewidywalny. Wczoraj Łukaszenka przy użyciu milicji rozpędzał opozycję, dziś kogoś wypuszcza. Pojutrze nie wiadomo, co zrobi. Czy jeśli na przykład dojdzie do zaognienia konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, wpuści wojska rosyjskie, żeby otworzyć kolejny front przeciwko Ukrainie, czy stanie okoniem i nie będzie współpracował z Rosjanami? Mamy na granicy niedemokratyczny kraj, o którym nie wiemy, jak się zachowa.
Czy opozycja na Białorusi rośnie w siłę, osiąga jakieś cele?
Na razie tego nie widać. Kilka razy przyjmowaliśmy w sejmie grupy opozycjonistów. Nawet w naszej obecności potrafili się pokłócić. Nie ma jednej kwestii, wokół której mogliby się zjednoczyć. Tutaj jestem pesymistą. Nie zanosi się na to, by z opozycji wyłonił się lider powszechnie akceptowany. To może sie zdarzyć, jeśli dojdzie do jakiegoś załamania gospodarczego na Białorusi. Jednak takie już mieliśmy - kilka lat temu nastąpił krach finansowy i załamanie waluty. Mimo to władzy udało sie przetrwać, a opozycja nie wykorzystała sytuacji. Jak widać, społeczeństwu białoruskiemu niespecjalnie zależy na zasadach demokratycznych. Odnoszenie sie do uniwersalnych wartości, jak demokracja nie jest nośne.
Prezydent Andrzej Duda przestawił swoją wizję polityki zagranicznej polegającą na próbie budowania regionalnego sojuszu. Z tego, co pan mówi wynika, że Białoruś jest daleko poza tą orbitą.
W najbliższej perspektywie trudno sobie to wyobrazić. Dopóki rządzi Łukaszenka to mało prawdopodobne. Natomiast nie można całkowicie zignorować Białorusi. Uważam, że to nie jest zadanie dla prezydenta, bo musiałby się on kontaktować z Łukaszenką. Jednak choć obecny rząd nie wykazuje tu raczej inicjatywy, to przyszły gabinet powinien nawiązać pragmatyczne kontakty z Białorusią, począwszy od niższych i średnich szczebli. Można wrócić do sprawy granicy i małego ruchu czy wymiany kulturalnej. Trzeba uruchomić dialog na pewnym poziomie i systematycznie ten poziom podnosić. Być może to jest jakiś sposób. Jeśli społeczeństwo białoruskie zauważy, że lepiej się żyje w krajach demokratycznych, że lepiej się żyje w naszej części Europy, to wtedy być może zacznie domagać sie zmian i rozliczać obecne władze. Nie powinniśmy tracić tego społeczeństwa z naszego horyzontu, bo za jakiś czas i w pewnym układzie sił na wschód od naszych granic Białoruś może być ważnym krajem równoważacym ewentualne wpływy rosyjskie czy ukraińskie. W ten sposób może być przydatna w polskiej polityce zagranicznej.
Rozmawiał Jakub Jałowiczor
