- Oglądając dramatyczną sytuację z zaginięciem Ewy Tylman, widzimy, jak działają funkcjonariusze w momencie, kiedy dochodzi do zdarzenia. Sytuacja, kiedy organy będące na miejscu nie widzą powodu, żeby zabezpieczyć materiał jest niespotykana – mówi Małgorzata Wassermann, adwokat i poseł PiS.

 

Jakub Jałowiczor: Jarosław Kaczyński mówił podczas miesięcznicy smoleńskiej, że jesteśmy coraz bliżej wyjaśnienia tego, co się stało 10 kwietnia 2010 r. Czy odkąd zmieniła się sytuacja polityczna łatwiej jest dochodzić do prawdy na temat tych wydarzeń?

Małgorzata Wassermann: Ponad 5 lat pracy przeróżnych naukowców z konferencji smoleńskiej i zespołu parlamentarnego w sposób absolutnie jednoznaczny wykazało, że ustalenia zawarte w raporcie Millera są nie do przyjęcia. Są po prostu wbrew prawom fizyki. Naukowcy dokonali bardzo wielu własnych ustaleń. Przede wszystkim istnieją pewne dowody, z którymi dyskutować się nie da. I takim podstawowym dowodem, z którym nie da się dyskutować jest kwestia odkształceń fragmentów wraku, które pozostały oraz ich rozrzutu. Mając fotografie, można w pewien sposób odtworzyć proces, który zaszedł. Na pewno nie polegał on na tym, że odwrócony samolot w całości uderzył o bagniste podłoże. Nie mogłoby to mieć takich skutków, jakie obserwowaliśmy. W związku z powyższym pięć lat pracy tych ludzi (zresztą okupionej wyrzucaniem ich z pracy i szykanowaniem, w dodatku wykonywanej za własne pieniądze) daje podstawy do tego, żeby zaczęła się merytoryczna dyskusja i analiza dokonywana przez czynniki rządowe. Powinna być wznowiona i mam nadzieję, że będzie wznowiona praca Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, która od początku przeanalizuje wszystko to, czym dysponujemy. Nie zapominajmy o tym, że mamy w Polsce szereg uczelni technicznych i laboratoriów, w których można wykonać badania. Nie mam na myśli wykonywania ich przez pojedyncze osoby na zlecenie, jak to się próbuje momentami przedstawić, Antoniego Macierewicza. Mówimy tu o szerokich badaniach naukowych, jakie robi się na całym świecie. Wtedy będziemy mogli powiedzieć, że katastrofa jest rzetelnie wyjaśniana. Wierzę, że zostanie to przeprowadzone w taki sposób. Przykładów, jak należy działać jest naprawdę bardzo wiele. Wystarczy cofnąć się o parę dni i spojrzeć, jakiego gremium Władimir Putin zażądał do odczytania czarnych skrzynek zestrzelonego przez Turcję myśliwca. Standardy są wypracowane. I my chcemy, aby te standardy, które obowiązują na całym świecie zostały po prostu zastosowane wobec katastrofy smoleńskiej. Nic więcej.

Zespół parlamentarny zakończył prace w poprzedniej kadencji. Jednak, jak mówię, ci ludzie wykonując przez pięć lat ogromną pracę pokazali bezspornie, że raport Millera jest sprzeczny z logiką i prawami fizyki. Pokazali też, jakie badania są możliwe i co należy wykonać. Jeśli sięgnie się do publikacji konferencji smoleńskich oraz raportów zespołu parlamentarnego, to znajdzie się tam szereg badań wskazanych jako konieczne, których komisja Millera w ogóle nie wykonała.

Z tego, co mówi Pani w wywiadzie przeprowadzonym przez Bogdana Rymanowskiego wynika, że konkretne osoby w Polsce dopuściły się konkretnych nieprawidłowości. Czy należałoby postawić im zarzuty?

W normalnym kraju powinno tak być, jeśli ktoś nie dopełnia obowiązków, przekracza uprawnienia, albo ewentualnie posuwa się dalej, bo możemy sobie zadać pytanie, czy działanie pewnych osób po katastrofie nie było utrudnianiem postępowania. Jest taki artykuł w kodeksie karnym. Jest ponadto artykuł, który mówi o działaniu na niekorzyść Rzeczpospolitej Polskiej. Proszę wziąć pod uwagę, że nie ma osoby w kraju ani za granicą, która zajmuje się tym tematem i która nie zgadzałaby się z jednym: załącznik 13. konwencji chicagowskiej nigdy nie powinien był mieć tu zastosowania. A jeżeli nawet premier Donald Tusk chciał zmienić podstawę prawną - mógł to zrobić na mocy umowy międzynarodowej - to nie zachował tu warunków przewidzianych w ustawie dla zawierania umów. Nie było zgody Rady Ministrów i nie było publikacji umowy. W związku z tym delikt jest popełniany w sposób absolutnie jawny i bezsprzeczny. Istnieje też szeroka analiza profesorów prawa, którzy odtworzyli przebieg podejmowania tej decyzji. Zrobili to na podstawie informacji, które mamy, bo ówczesna kancelaria twierdzi, że wszystko odbyło się na podstawie bezpośrednich rozmów, tyle że nie ma na ich temat żadnego dokumentu.

Kiedy możemy się spodziewać pełnego wyjaśnienia sprawy? To kwestia miesięcy, lat?

Mi nigdy nie chodziło o szybkość, tylko o jakość. Dotychczas nie było woli wyjaśnienia, a nawet była wola hamowania i utrudniania postępowania. Dlatego minęło pięć i pół roku. Najistotniejszą kwestią są dowody. Mogę ze swojej praktyki sądowej powiedzieć, że są procesy o mniejszej skali, gdzie oczekujemy na opinie przez wiele miesięcy, a czasami lat. Trudno, laboratoriów nie jest zbyt wiele, a badania są skomplikowane. Z tym mogę się pogodzić. Nie mogę się pogodzić z tym, że żaden organ do tego zobowiązany 10 kwietnia i w dniach następnych nie wykonał swojego obowiązku i nie zabezpieczył materiału dowodowego. Proszę nie zapominać, że – co wyszło na konferencjach smoleńskich – źródłowy materiał dowodowy, czyli próbki gleby, drzewa, fragmentów samolotu, został pobrany przez osobę fizyczną, która była na miejscu zdarzenia. Taki materiał nigdy nie został pobrany przez komisję badania wypadków, ani przez prokuraturę. Oglądając codziennie przeróżne zdarzenia, choćby dramatyczną sytuację z zaginięciem Ewy Tylman, widzimy, jak działają funkcjonariusze w momencie, kiedy dochodzi do zdarzenia. Tu widzimy, że są oni na miejscu, zabezpieczają dowody, pobierają, przeszukują. Natomiast sytuacja, kiedy organy będące na miejscu nie widzą powodu, żeby zabezpieczyć materiał jest niespotykana. Takie standardy są wypracowane co najmniej od lat 60.