W ostatnim czasie zanotowaliśmy w Sejmie kolejny powrót do postulatów nowelizacji kodeksu karnego w zakresie tzw. mowy nienawiści. Przypomnijmy, że już w poprzedniej kadencji Sejm dyskutował nad rozszerzeniem art. 256 kk określającego obecnie karę za nawoływanie do nienawiści z powodów rasowych, narodowościowych i religijnych o powody związane z orientacją seksualną. Sytuacja sprowadza się do tego, że grupa organizacji pozarządowych skupiających modne mniejszości domaga się wpisania do polskiego prawa własnej wizji świata, używając przy tym sztucznie skonstruowanych wyrażeń o nieokreślonym znaczeniu, takich jak "mowa nienawiści". Spór, jaki toczy się na ten temat, poza tym, że ma charakter moralny, prawny i kulturowy, jest też częścią bieżącej gry politycznej oraz elementem długofalowego procesu politycznego, jaki obecnie obserwujemy.
Oprócz projektów zakładających kryminalizację "homofobii", zgłoszonych przez SLD i Ruch Palikota, własną inicjatywę w tej sprawie zapowiedziała Platforma Obywatelska. Jest to kolejny sygnał zdecydowanego przesuwania się PO jako partii teoretycznie liberalnej w stronę ideologii wojującej lewicy. Jeszcze w roku 2008, po objęciu rządów, partia Donalda Tuska starała się dystansować od postulatów aktywistów homoseksualnych i trzymać się środka w tego typu sporach, powołując się na istniejący w społeczeństwie konsensus obyczajowy. W publikacjach Kampanii przeciw Homofobii z 2009 roku PO przedstawiana też bywała jako część obozu "homofobicznej prawicy". Obecnie, co wynika z przekazanych przez media wypowiedzi reprezentantów Klubu Parlamentarnego PO, także liberałowie chcą spenalizować "nienawiść" przeciwko mniejszościom. I czynią to obecnie w zgodzie z całą lewicą, doklejając do prześladowanych mniejszości seksualnych także grupy domniemanie prześladowane za "wiek", "niepełnosprawność" i inne "cechy naturalne", wśród których zajmujący się projektem PO poseł Mariusz Witczak 29 czerwca br. wymienił także... "kolor włosów" (sic!).
Polityczny konformizm
Cóż, skoro BBC i CNN na marginesie Euro przestrzegały, że w Polsce szaleje rasizm, a angielscy piłkarze wrócą do domu w trumnach, to nie ma się co dziwić, że PO za nasz poważny problem uważa mowę nienawiści w stosunku do osób o odmiennym kolorze włosów. Ilość dowcipów o blondynkach jest doprawdy zatrważająca i zapewne Sejm po wypowiedzi posła Witczaka zajmie się i tym problemem. U niektórych stopień ideologicznego zaczadzenia jest już bowiem tak wielki, że nie widzą śmieszności własnej ideologii. Inni ją widzą i są tym trochę zażenowani, więc, tak jak Witczak, żartują, dają do zrozumienia, że do całej kwestii mają stosunek ironiczny. Jest to sygnał rozpoznawczy politycznego konformizmu, który sprawia, że PO zawsze przyłącza się do silniejszych. W sprawach obyczajowych dzięki mediom i popkulturze silniejsze są dzisiaj mniejszości i lewica, a więc i na tym polu w Sejmie dokonuje się integracja rządzących liberałów z lewicą. Umacnia to nieformalny układ polityczny (kryptokoalicję rządu z częścią opozycji) i nadaje mu ideologicznie skrajny, libertyński charakter.
Dlaczego PO i jej elektorat, złożony też z małżeństw wychowujących dzieci i posyłających je na lekcje religii, daje sobie narzucić język i zmiany prawne prowadzące do rozpuszczenia systemu wartości, na których opiera się jego codzienne życie? Oczywiście z głupoty polegającej na bezmyślnym przejmowaniu wizji świata rodem z mediów głównego nurtu. Ale w jeszcze większym stopniu z postawy konsumpcyjnej. Pokolenie, które dało się owładnąć bakcylowi bogactwa i które myśli tylko o pieniądzach, bez trudu odpuszcza sobie udział w sporach moralnych, które wydają się mu stratą czasu potrzebnego na zarabianie. Lekceważąc zaangażowanie moralne, a dla wygody i zysku przyjmując poglądy mainstreamu, średnie pokolenie infekuje się jednak ideologią rewolucji genderowej. I tak PO w sprawach ideologicznych staje się konformistyczną przybudówką lewicy.
Wykalkulowana przewrotność
Powrót tematu "mowy nienawiści" do Sejmu jest też przez PO wykalkulowany jako temat zastępczy. Spraw, które trzeba czymś przykryć, jest coraz więcej - skandale finansowe przy budowie autostrad, zapowiadane zwolnienia nauczycieli, a przede wszystkim niedawne umorzenie cywilnego śledztwa w sprawie odpowiedzialności za katastrofę smoleńską. Chodzi tu jednak nie tylko o zwykłą "wrzutkę" - wymazanie ze świadomości telewidzów niepokojącej informacji o tym, że premier i ministrowie zostali właśnie uwolnieni od wszelkiej odpowiedzialności za przyczynienie się do tej strasznej katastrofy. Celem jest tu coś więcej: odwrócenie pozycji moralnych, z jakich władza i opozycja prowadzą po Smoleńsku spór polityczny.
Całość: naszdziennik.pl
Prof. Andzrej Waśko - jest historykiem literatury, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Jagiellońskiego i Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej Ignatianum w Krakowie. W 2007 r. w rządzie PiS pełnił funkcję sekretarza stanu w MEN.
JW/NaszDziennik.pl

