- Zacytowałbym tutaj Marka Hłaskę, że są rzeczy za które bije się w mordę. Kilkadziesiąt lat temu to funkcjonowało i było oczywiste, wobec poniżającego traktowanie kobiet. Zachowanie pana Niesiołowskiego, czy urzędnika PO z Pragi Południe pokazuje, że w partii rządzącej jest przyzwolenie już chyba niemal na wszystko, byleby zdyskredytować przeciwników politycznych. To przyzwolenie dotyczy przemocy wobec kobiet: słownej czy fizycznej. Do czego to doprowadzi? Może niebawem kolejna osoba wpadnie do biura PiS, aby zabić człowieka nożem, tak jak było to w Łodzi. To zmierza niestety znowu w tę stronę. To też wina głównych mediów, że nie podejmując tych tematów, nie krytykują takiego zachowania i staje się to normą. Przez takie przyzwolenie może dojść do kolejnego mordu politycznego.

 

Standard polityczny PO polega na tym, że trzeba zdyskredytować PiS. Pani, która została obrzucona tak haniebnymi epitetami, jest działaczką „Solidarność”, nie ukrywa swoich prawicowych sympatii. Znam ją i gdyby była feministką, czy działaczką od Palikota, to byłby głośny skandal.

 

Tego polityka nie pozbawiono funkcji, choć tak potraktował swoją koleżankę z pracy. Za coś takiego powinno być dyscyplinarne zwolnienie, a nie cisza. Pracodawca po prostu nie powinien tego tolerować – dodaje Wąsik.

 

Czytaj również:


Działacz PO o kobiecie: "Je...na blać", "pie...lone stare pudło"

 

Not. Jarosław Wróblewski