Fronda.pl: TVN24 ujawnił, że rządowy Tupolew lecący do Smoleńska miał zniknąć z radarów na kilometr od lotniska i być naprowadzany na ślepo przez rosyjskich kontrolerów. Jednak nie uda się zweryfikować tych informacji bez zapisów pracy rosyjskiego radaru, których Rosja nie chce przekazać Polakom. Czy Pana w kwestii katastrofy smoleńskiej coś jeszcze może zaskoczyć?

Łukasz Warzecha, komentator "Faktu": Nie czuję zaskoczenia tymi informacjami. Nie mam żadnych wątpliwości, w jaki sposób prowadzone jest rosyjskie śledztwo. Moskwa nie udostępni nam niczego co mogłoby poddać w wątpliwość tezy wysmażone przez MAK, który winą za katastrofę smoleńską obarczył gównie polskich pilotów.

Warto podkreślić, że premier Donald Tusk decydując się na taki a nie inny tryb prac i prowadzenia śledztwa prokuratorskiego oraz eksperckiego jest współwinny takiemu stanowi rzeczy. On odpowiada politycznie za to, że my nie możemy dociec prawdy w sprawie katastrofy i prawdopodobnie tej prawdy dociec nie będziemy w stanie nigdy.

Niedawno w portalu wPolityce.pl pojawiła się informacja, że premier Donald Tusk podczas spotkania z rodzinami ofiar katastrofy miał podobno stwierdzić, że wybór sposobu procedowania był dziełem przypadku, że wynikał z chaosu, że nikt nie wie dlaczego zdecydowano się na konwencję chicagowską, ani kto to rozwiązanie zaproponował. Ja sądziłem, że chwile po katastrofie mogły być momentem ogromnej paniki i zamieszania oraz zupełnej indolencji władzy. Jednak dla niektórych to mogłoby być duże zaskoczenie. Niewykluczone, że to dlatego Kancelaria Premiera nie chce ujawnić stenogramów ze spotkań z rodzinami ofiar katastrofy.

Czy kakofonia głosów medialnych na temat katastrofy może zniechęcić opinię publiczną do tego tematu?

Myślę, że możemy mieć do czynienia z podobnym efektem, jaki widoczny był w podejściu do komisji śledczych. Po komisji rywinowskiej wiele osób uznało, że to jest dobry sposób dochodzenia do prawdy, mieliśmy do czynienia z entuzjazmem dotyczącym komisji. W pewnym momencie, nadmiar informacji, nadmiar komisji, spowodował jednak, że one w większości zniknęły z obszaru zainteresowania opinii publicznej. Wyjątkiem była komisja badająca aferę hazardową, ale to wynikało raczej z szerszego kontekstu politycznego.

Możliwe, że podobnie będzie z kwestią katastrofy rządowego Tupolewa. Ja jednak uważam, że jest to bardzo mało prawdopodobne. To jest bowiem wydarzenie zupełnie innej rangi. Nawet ci, którzy zaprzeczają wadze tego wydarzenia, próbują – jak ostatnio gen. Cieniuch – porównywać je do jakiegoś incydentu, muszą się do katastrofy smoleńskiej odnosić. To jest wydarzenie, które zdeterminuje polską politykę na wiele, wiele lat. Ja bym się nie obawiał, że to zainteresowanie spadnie.

Obawia się Pan w tej sprawie czegoś innego?

Boję się, że sprawa Smoleńska stanie się własnością jednej strony sceny politycznej. Mówię tu nie tyle o partiach politycznych, ile o ich zwolennikach. Sprawa jest tak ważna, że każdy – również ci, którzy nie popierali Lecha Kaczyńskiego czy PiSu – powinien rozumieć, że to jest sprawa istotna również dla niego, czy tego chce, czy nie. Boję się natomiast, że kwestia katastrofy stoczy się w stronę symbolu tylko jednej strony. Będzie wydarzeniem nasyconym bardzo politycznie, a powinno być postrzegane na poziomie państwowym, a nie czysto partyjnym.

Jest to już chyba widoczne.

Już do tego dochodzi. To zmniejsza presję na rząd. Można ją bowiem lekceważyć, mówiąc, że to kwestia czysto partyjna. Na portalu wPolityce.pl w recenzji filmu "Mgła" napisałem ostatnio, że jest to film bardzo ważny, dobrze zrobiony, że jest ważnym świadectwem. Niestety został wyprodukowany i przedstawiony w takim kontekście, że duża część ludzi poprzestanie na sprawdzeniu, że on się ukazał z "Gazetą Polską" i machnie na to ręką. Natomiast ten film powinien zobaczyć każdy, również ci, którzy są skłonni przypisywać winę za katastrofę smoleńską pilotom. On daje bowiem czyste świadectwo jednej strony wydarzeń, ludzi z Kancelarii Prezydenta. Oni mówią rzeczy niezwykle ważne. Boję się, że nastąpi zawłaszczenie katastrofy przez jedną stronę i to będzie bardzo złe dla sprawy "Smoleńska".

Rozmawiał Stanisław Żaryn

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »