Miałem dziś okazję rozmawiać przez chwilę z bardzo ważnym członkiem rządu Donald Tuska. Z tej rozmowy dowiedziałem się dwóch ciekawych rzeczy. Po pierwsze, w opinii tego polityka, Donald Tusk w tym momencie zachowuje się tak, jakby chciał wybory przegrać. A po drugie – w trakcie posiedzeń Rady Ministrów daje się wyczuć większą niż dotychczas nerwowość. Może to nie jest jakaś wielka nowość, ale mówi to jeden z bliższych premierowi człowiek. Z tego można wywnioskować, że tak jak w sondażach, PO i PiS są dość blisko siebie, tak kampanie obu partii, choć pomyślane zupełnie inaczej, mają podobną wartość. Taka jest też moja refleksja po wczorajszym pokazie filmu „Lider”, tuż przed jutrzejszą premierą książki „Polska naszych marzeń”.

 

Mam takie wrażenie, że trudno tu wskazać zwycięzcę. Donald Tusk, angażując się kampanię autobusową, gra dość ryzykownie. Nie wiadomo tak naprawdę – badania też nam tego nie mówią – na ile ta kampania przynosi mu korzyści, a na ile straty. Być może jest tak, że na początku badania wewnętrzne Platformy, a były one z całą pewnością robione zanim kampania się zaczęła, pokazywały, że to może być dobrze przyjęte. Natomiast to, co widzimy teraz, np. potyczki z kibicami, dowodzą, że politycy Platformy nie są wszędzie przyjmowani z otwartymi rękami. Być może ta objazdówka po Polsce przestała już działać na korzyść premiera, tego nie wiemy. Może się jednak zdarzyć, że w czasie tej podróży wydarzy się jeszcze coś, co zaskoczy. Z drugiej strony, widzimy wyraźną zmianę po stronie PiS i Jarosława Kaczyńskiego. „Lider” to jest nie tylko profesjonalnie, ale bardzo nowocześnie zrobiony film, zarówno jeśli chodzi o estetykę, montaż, dynamikę.

 

Gra się toczy o dwie rzeczy. Ze strony PiS to jest chęć przekonania jakiejś części osób, które jeszcze się wahają, czy warto PiS poprzeć, czy też nie,choć to chyba nie jest jakaś duża grupa. Dużo poważniejsza gra polega na zachęceniu ludzi, którzy na wybory się nie wybierają, by zagłosowali na Platformę. Co może w tej chwili zrobić PiS? Przekonywać, a robi to moim zdaniem skutecznie, że straszenie nim jest bezzasadne. Dlaczego? Po pierwsze, oni już nie rządzą od czterech lat, a ci, co rządzą, robią to nieskutecznie. A po drugie – PiS nie jest niczym strasznym. Cała gama środków – od pokazania ładnych kandydatek PiS, aż po ten film, bardzo stonowane wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, służą temu celowi. Mam wrażenie, że to może być całkiem skuteczna metoda.

 

Warto jeszcze wspomnieć o pro-frekwencyjnej kampani, w jaką włączył się Bronisław Komorowski. Wszyscy doskonale wiemy, że frekwencja wyborcza to nie jest neutralna sprawa. Nie jest tak, że jak zwiększymy frekwencję, to oddane tak głosy równo rozdzielą się między kandydatów. To wpłynie mocno na wyniki wyborów, i Bronisław Komorowski, a także część celebrytów, którzy włączyli się w kampanię, doskonale zdają sprawę, na czyją korzyść działają. Wysoka frekwencja równa się korzyść Platformy, niska frekwencja - jej kłopot. Mówiąc w bardzo uproszczony sposób – zadaniem PiS jest teraz spowodowanie, że osoby, które miałyby zagłosować na Platformę nie pójdą na wybory oraz zmobilizować osoby wahające się do zagłosowanie na siebie. A PO? Cóż, musi zmobilizować tych, których PiS najchętniej zatrzymałby w domu.

 

Moja subiektywna ocena ostatnich kilku wyborczych dni jest taka, że po impulsie, którym było rozpoczęcie kampanii objazdowej przez Tuska, PiS przejął inicjatywę.  

 

Not. eMBe