Łukasz Warzecha, publicysta: Zatrzymanie autora strony Antykomor.pl, czy karanie kibiców demonstrujących przeciwko premierowi to znak, że źle się dzieje z demokracją w Polsce. Ona jest ograniczana. Ja jednak nie uważam, że tylko Platforma Obywatelska dąży w tym kierunku. Ona wprawdzie sięga po najdrastyczniejsze metody- do Roberta Frycza, który założył stronę Antykomor.pl, wchodzi ABW, która jest powołana do walki z najcięższymi przestępstwami. Jednak pamiętajmy, że podobne historię zdarzały się za rządów PiS. Kilka lat temu w Elblągu ktoś doniósł na pewnego emeryta, który rozsyłał mailem satyryczne rysunki dotyczące braci Kaczyńskich. Do tego pana również weszła policja, też zbierała dowody, a prokurator rozpoczął badanie sprawy. Sądzę więc, że politycy w Polsce mają problemy z wolnością słowa. Internet jest sferą, gdzie wolność słowa kwitnie najbardziej, więc największy problem mają właśnie z internetem.

 

PiS być może miał ochotę zrobić coś z wolnością słowa w internecie – powstał nawet pomysł powołania zespołu monitorującego treści w sieci – jednak każde tego typu działanie ze strony polityków partii Kaczyńskiego było zawsze bardzo mocno recenzowane przez media. Tymczasem gdy dochodzi do podobnych działań za rządów PO takiej reakcji nie ma. Chociażby z tego powodu obecna sytuacja jest bardziej niebezpieczna. Platforma ma większy luz, więcej może zrobić.

 

Oczywiście nie wiadomo, czy wszystkie sytuacje, które dotyczyły ścigania za obrazę władzy, były inspirowane przez działania PO. Znając mechanizmy rządzące prokuraturą i policją jestem w stanie sobie wyobrazić, że działania w tej mierze mogły być prowadzone na zasadzie odgadywania woli rządzących, a nie przyjmowania poleceń. Choć oczywiście niczego wykluczyć się nie da. Jeśli rzeczywiście było w tej sprawie jakieś polecenie, nie możemy wykluczyć również, że za sprawą ścigania twórcy strony Antykomor.pl stoją działacze PO, którzy są przeciwnikami prezydenta Komorowskiego. Oni zdawali sobie sprawę, że to postawi Pałac Prezydencki w kłopotliwej sytuacji. Tak było przecież przy okazji sprawy ścigania Huberta H., który obraził prezydenta Kaczyńskiego. Kancelaria nie miała z tym nic wspólnego, ale i tak została obarczona winą za tę sprawę.

 

Regulacje obowiązujące w Polsce, mówiące o obrażaniu organów państwa, biją w wolność słowa i stanowią potencjalnie złe narzędzie w rękach władz. Im większą mają one swobodę, tym bardziej będą je wykorzystywać. Natomiast nie mam wątpliwości, że chętnie powoływaliby się na nie politycy wszystkich ugrupowań. Sfera wolności polityków po prostu boli. Najuczciwiej byłoby więc ograniczyć maksymalnie tego typu regulacje, zwłaszcza te, które wymagają ścigania z urzędu. Ja bym je ograniczył tylko do symboli narodowych. W innych sprawach jest narzędzie w postaci prywatnych pozwów. I takie narzędzie można swobodnie stosować.

 

Not. żar