Mimo wszystko afera Rywina jawiła się nie tylko jako punkt zwrotny, ale też trochę jako samotny punkt na mapie. Podejrzewano, że wokół mogą być jeszcze inne mielizny, ale zarazem wypychano to ze świadomości. A przynajmniej sądzono, że skoro ta jedna sprawa została naświetlona i zajmowała się nią komisja śledcza, to inni będą się starali swoją działalność ograniczyć.

 

W przypadku nagrania Władysława Serafina jest inaczej. Tu już nikt nie ma złudzeń – także dlatego, że nie mówimy o jakiejś jednej „sprawie do załatwienia”, jaką za czasów Rywingate była ustawa medialna, ale o systemie, którego zaledwie mały wycinek dane nam było ujrzeć. Wszak spółek skarbu państwa w rodzaju Elewarru jest multum i naiwnością byłoby sądzić, że w ich zarządach i radach nadzorczych królują kompetencja i uczciwość. 

 

Polacy z 2002 roku a Polacy dziesięć lat później to już trochę inne nacje. Ci drudzy stali się bardziej cyniczni i na pewno są bardziej podzieleni. Afera Rywina łączyła kiedyś tych, którzy dziś są w obozach PiS albo PO. I również dlatego skutki ujawnienia „taśm Serafina” będą znacznie skromniejsze.

 

eMBe/Fakt.pl