Fronda.pl: Czy Pana zdaniem po 10 latach działalności Platformy Obywatelskiej można mówić o sukcesie tego projektu?
Łukasz Warzecha, komentator dziennika „Fakt”: Na początku trzeba sobie zadań pytanie, jakie cele stawiali sobie twórcy Platformy Obywatelskiej. Od tego zależy bowiem, czy ten projekt wyszedł, czy nie. W warstwie zewnętrznej należałoby uznać, że cel istnienia i działania PO zmienił się radykalnie od chwili powstania do dziś. Pierwotny cel, który zakładali sobie założyciele Platformy – Donald Tusk, Andrzej Olechowski, Maciej Płażyński – nie został osiągnięty. Osiągnięto zupełnie inne cele.
Jakie cele widzi Pan w początkowym okresie działania PO, a jakie obecnie?
Na początku celem PO było radykalne zmienianie Polski. To było widać zwłaszcza do wyborów w roku 2005. Przecież hasła IV RP przed 2005 rokiem były momentami mocniej wyrażane przez polityków Platformy a nie PiSu. To Platforma miała radykalniejsze pomysły na rozwiązanie niektórych kwestii, np. lustracji. W tzw. białej księdze – projekcie przebudowy państwa autorstwa Jana Rokity - przedstawiono bardzo sensowny model przebudowy państwa. On był całkowicie popierany przez szefostwo partii, a przynajmniej tak się wtedy wydawało. Jeśli uznamy, że taki był cel projektu Platformy Obywatelskiej, to oczywiście on nie został osiągnięty.
Dziś PO realizuje inny model. To jest model władzy dla samej władzy. Trudno powiedzieć, czy ma ona na celu ochronę pewnych interesów. Wydaje się, że chodzi głównie o obronę własnego interesu, czyli o interes polityków PO oraz posiadanie władzy dla niej samej. W działaniach Donalda Tuska od dawna nie widać żadnej strategicznej wizji. Działania szefa PO są bardzo doraźne i doraźnie inspirowane - wynikami badań i poleceniami PRowców, głównie Igora Stachowicza. I nic poza tym. W porównaniu z Platformą z początkowego okresu jej działalności, mamy obecnie do czynienia z absolutną degeneracją celów, jakie sobie to ugrupowanie stawiało. No chyba, że uznamy, że projekty Rokity, krytyka stanu finansów Gilowskiej, kwestie dotyczące lustracji itd. były tylko przykrywką. Jednak nie jestem w stanie tego ocenić.
W mediach pojawiały się informacje o tym, że w zakładaniu Platformy Obywatelskiej mogli brać udział ludzie ze służb specjalnych. Przy okazji badania afery hazardowej wyszły z kolei na jaw patologiczne powiązania polityków PO ze światem biznesowym i służbami. Czy Pana zdaniem opinia publiczna wie dostatecznie dużo o Platformie Obywatelskiej?
Interesująca i do tej pory nie do końca wyjaśniona jest kwestia zakładania Platformy Obywatelskiej. Rzeczywiście pojawiały się sugestie, że brali w tym udział ludzie ze służb specjalnych. Jednak wciąż nie wyjaśniono tej kwestii. Nie wydaje się, żeby komukolwiek na tym zależało. Na pewno nie zależy na tym Donaldowi Tuskowi. Mam wrażenie, że opinia publiczna w Polsce nie wie zbyt dużo o czymkolwiek. To jest dużo szerszy problem. Nie jestem przekonany, czy odbiorcy mediów są w ogóle zainteresowani taką wiedzą.
To jest dyskusja trochę na inny temat. Musielibyśmy się zastanowić, jak funkcjonują media i jak wygląda sprzężenie zwrotne między środkami masowego przekazu a ich odbiorcami. Media dostarczają bowiem tego, co chcą odbiorcy, a odbiorcy chcą tego, czego nauczyły ich media. Nawet jeśli któreś z mediów zdecydowałoby się na cykl demaskatorskich reportaży na temat okoliczności zakładania Platformy Obywatelskiej, w których pojawiłyby się kompromitujące tę partię informację, być może nikogo by one nie zainteresowały. Nie wykluczone, że okazałoby się, że opinia publiczna na to nie reaguje, że to po ludziach spływa. Jeśli reakcja na katastrofę smoleńską – najważniejszą jednostkową sprawę w dziejach III RP - jest bardzo ograniczona, jeśli jest duża grupa ludzi, którzy uważają, że jest to zwykłe wydarzenie, nic szczególnego, to co ma ich interesować kwestia korzeni Platformy Obywatelskiej…
Donald Tusk mówił, że 10 lat Platformy Obywatelskiej to czas wytężonej pracy. Czy Pana zdaniem PO sukcesy zawdzięcza sobie? Czy nie są one dziełem działań zewnętrznych - skutkiem afery Rywina i nagonki na rząd PiSu?
W jakimś stopniu tak. Jednak pamiętajmy, że to, jakie sukcesy odnosi partia rządząca, zależy również od sposobu działania opozycji. Rok 2007 to była najgorsza recenzja i klęska polityki przyjętej przez Jarosława Kaczyńskiego. Moim zdaniem w latach 2005-2007 można było zrobić dużo więcej, żeby zdobyć sobie głosy w następnych wyborach parlamentarnych. W 2007 roku w moim odczuciu Platforma Obywatelska wygrała słabością PiSu i dramatycznymi błędami, które partia ta popełniała będąc u władzy.
Nie wiem, co miał na myśli Donald Tusk, mówiąc o ciężkiej pracy. Jeśli chodziło mu o pracę merytoryczną, rozwiązywanie problemów państwa, to mówił bzdury. Jeśli jednak chodziło mu o pracę nad rozpoznawaniem nastrojów społecznych i dostosowywanie się do nich, to ma rację. PO rzeczywiście jest partią, która głównie pracuje nad własnym wizerunkiem i robi tak, żeby się podobać. A w szczególności robi tak jej lider. I to mu się zresztą udaje. Jednak to nie tego powinniśmy się – jako obywatele – domagać, nie tego powinniśmy oczekiwać od odpowiedzialnej partii politycznej.
Media w Polsce w większości sprzyjają Platformie Obywatelskiej. Czy dalsza dominacja tej partii może doprowadzić do poważnej i nieodwracalnej szkody w krajowej debacie publicznej?
Mam wrażenie, że taka szkoda już się dokonała. Myślę, że negatywne zjawiska w tym obszarze będzie bardzo trudno odwrócić. Dokonało się bowiem spustoszenie w opinii publicznej, w sposobie postrzegania mediów przez ich odbiorców oraz w ich oczekiwaniach.
Nawet jeśli nastąpiłoby przywrócenie programów i dziennikarzy, którzy zostali ostatnio usunięci z mediów publicznych, gdyby media komercyjne stały się bardziej otwarte na inne opinie, to duża część odbiorców jest już tak wytresowana, że nic by to nie zmieniło. Opinia publiczna reaguje wyłącznie na hasła, nie reaguje na merytoryczną zawartość, ani na fakty. Reaguje na hasła i na to, kto się im pokazuje. I mówię tu o obu stronach sporu. Jeśli poseł Niesiołowski wyjdzie do dziennikarzy i będzie mówił największe głupoty, to i tak przeciwnicy PiSu uznają, że ma on rację, mówi mądrze, jest stonowany, kulturalny i dobrze się go słucha. Z drugiej strony, jeśli wyjdzie np. Joachim Brudziński i wypowie się w najbardziej agresywny i bezsensowny sposób, to zwolennicy PiS i przeciwnicy PO również będą mówili, że ma rację i mówi świetnie. I ten sposób rozumowania odnosi się również do mediów i publicystów. Ludzi definiuje się w Polsce po tym, jaką łatkę im przypięto. Wystarczy być konserwatystą, żeby musieć się tłumaczyć w Polsce za wszystkie słowa Kaczyńskiego – taką uwagę przeczytałem ostatnio w Internecie. I rzeczywiście to coraz częściej działa w ten sposób.
Rozmawiał Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

