Fronda.pl: Bartosz Arłukowicz przeszedł do Platformy Obywatelskiej. Dziś Jarosław Gowin ujawnia, że PO zastanawia się czy wystawiać kandydata w wyborach do Senatu przeciwko Markowi Borowskiemu, ponieważ „to jest ktoś”. Czy to gra na zbliżenie się PO i SLD?
Łukasz Warzecha, publicysta: Ja tego nie odczytuję jako zbliżenie pomiędzy partiami politycznymi. Obecne kierownictwo SLD jest niemiło zaskoczone przejęciem Bartosza Arłukowicza przez PO. Być może jest to gest obliczony na zmianę kierownictwa Sojuszu. Jednak jeśli do tego nie dojdzie, jeśli władza w SLD pozostanie w rękach tych samych osób po wyborach, to przejęcie Arłukowicza w żaden sposób nie może zbliżyć PO do SLD. Ja sądzę, że w tym przypadku mamy do czynienia z wyciąganiem znanych osób, które mogą się przydać do przejęcia pewnej liczby lewicowych wyborców. Nie traktowałbym tego jako wstępu do zawierania koalicji.
Nie widzę również niczego dziwnego w poszerzaniu spektrum politycznego przez Platformę. Jeśli przypomnimy sobie rozpiętość PO – od Mariana Krzaklewskiego po Włodzimierza Cimoszewicza – to Arłukowicz nie jest żadną skrajnością. Być może nawet w samej partii nie mieści się na skrajności. Ja bym go raczej sytuował pomiędzy skrajnym lewym skrzydłem a centrum.
Wiele osób spodziewa się koalicji PO-SLD po najbliższych wyborach. Czy przejęcie Arłukowicza i wsparcie Borowskiego pomoże w zawiązaniu takiego porozumienia?
Jeżeli nie zmieni się kierownictwo Sojuszu Lewicy Demokratycznej, moim zdaniem zdecydowanie utrudni. Oczywiście wszystko w polityce jest możliwe, ale przejęcie Arłukowicza oraz zapowiedzi dotyczące Borowskiego pokazują, że Platforma obrała inny kierunek. Nie chcemy koalicji z SLD, ale chcemy jak najbardziej tę partię przycisnąć – taki jest przekaz. To ma również pokazać, że Sojusz jest znów w defensywie. Parę miesięcy temu wiele osób wieszczyło, że to już jest nawet druga siła w Polsce. Jednak mam wrażenie, że SLD oklapło. Dwa bieguny wojny politycznej są tak wyraźne, że Sojusz po raz kolejny nie może się odnaleźć. Tak już było, w drugiej połowie 2010 roku. Potem zdawało się, że Napieralski łapie wiatr w żagle. Jednak mam wrażenie, że obecnie jest to już tylko jazda siłą rozpędu.
To widzi Platforma
Tak. Pewnie myśli sobie, że może drenować słabego konkurenta. Chce wydrenować z niego co się da, a po wyborach się zobaczy. To może być również gra na zmianę w samym Sojuszu. Myślę bowiem, że po wyborach Sojusz może być partnerem dla Platformy, ale wątpię, by był nim sam Grzegorz Napieralski jako lider tej formacji.
Czy rozmywanie kwestii ideowych może się okazać niszczące dla Platformy?
Platforma Obywatelska od dawna się tego nie boi, ponieważ się kompletnie rozmyła. Jaką partią jest obecnie PO? Liberalną? Tak naprawdę nie. Konserwatywną na pewno nie. Lewicową? Prawicową? Platforma jest dziś po prostu partią władzy. Jak w ugrupowaniu nie ma żadnej ideowości do rozmycia, to nie ma się o co bać. To daje jej ogromne pole manewru.
Może to normalne w nowoczesnych partiach?
Często słyszy się o analogiach i porównaniach PO do nowoczesnych partii zachodnich. Niektórzy twierdzą, że one w podobny sposób działają. Podaje się głównie przykład amerykański, ale również brytyjski. Moim zdaniem ten drugi model jest bardziej charakterystyczny. Jednak w przypadku torysów i laburzystów czy w przypadku republikanów i demokratów ta rozpiętość ideowa jest wtórnym skutkiem dwubiegunowego systemu politycznego. Rozpiętość jest więc czymś wtórnym. I ona nie wyklucza istnienia pewnego rdzenia ideowego łączącego daną partię. On musi być w każdej formacji. Może być bardziej lub mniej wyraźny, ale być musi. Wokół niego buduje się konstrukcję ugrupowania, jego różne skrzydła. Ja w Platformie Obywatelskiej takiego rdzenia nie widzę. To jest różnica. PO nie jest formacją, która ma jakiś główny ideowy wątek, wokół którego buduje program. Tu nikt nie stawia sobie pytań o granicę, do której można dojść poszerzając spektrum polityczne. W przypadku PO nie ma takich problemów. Partia ta nie ma rdzenia, więc może sięgnąć dokądkolwiek. Dowolnie daleko.
Jak to rozmywanie może wpłynąć na polityków prawego skrzydła PO, którzy uchodzą za ideowców? Czy osoby zbliżone do Jarosława Gowina mogą z PO wyjść? Czy może one są jednak bezideowe i ich to nie „rusza”?
Sądzę, że to jest indywidualna sprawa każdej z tych osób. Każda może mieć inną sytuację i inną motywację. Gdy z PiSu odeszli politycy, którzy założyli PJN, za ich decyzją też stały różne motywacje. Powody były różne, co widać obecnie. W zależności od motywacji, politycy PJN mają dziś inne postawy. Jeśli mówimy o Jarosławie Gowinie, to został on zepchnięty w dół listy krakowskiej. Prawdopodobnie otrzyma on dopiero trzecie miejsce na liście do Sejmu. Jednak pytanie, jaką on ma alternatywę. Przykład PJN pokazuje, że zbudowanie alternatywy, zbudowanie własnego stateczku w sytuacji, gdy po dwóch stronach są dwa potężne okręty, wcale nie musi się opłacić. W przypadku PJN mieliśmy przynajmniej cel, który łączył polityków zakładających to ugrupowanie. Trudno mi sobie wyobrazić podobną decyzję polityków PO. To musiałby być jakiś większy ruch, którego początek tkwiłby w konflikcie Schetyna-Tusk. To jedyny impuls, który mógłby doprowadzić do czegoś takiego. Jednak jeśli miałoby się coś zacząć dziać, to na pewno nie przed wyborami. Ich wynik może mieć w tej kwestii bardzo duże znaczenie. Być może tacy politycy jak Jarosław Gowin będą mogli pokazać, że nie po drodze im z takim pojmowaniem polityki.
A może polityka jest już po prostu zupełnie bezideowa?
Polityka jest brutalną i cyniczną grą opartą na kalkulacjach. Nie spodziewam się więc, że ktoś się ideowo uniesie i powie: „ja już tego znieść nie mogę. Odchodzę.” Taki przypadek był jeden w ostatnich latach. To był przypadek Marka Jurka. Jednak on jest politykiem absolutnie wyjątkowym, jest człowiekiem w jednej sferze niezwykle ideowym. Jego decyzja wynikała z silnych pryncypiów. Nie widzę obecnie podobnych przypadków.

