Z ostatniego sondażu zrobionego przez Homo Homini wynika, że różnica między PO a PiS wynosi już tylko dwa punkty procentowe. Na kolejnych miejscach znajduje się Ruch Palikota i SLD (także z niewielką różnicą pomiędzy tymi dwiema frakcjami). Po raz pierwszy od miesięcy do sondażu weszła Solidarna Polska.

 

Do tej pory często mówiliśmy (zresztą słusznie), że Platforma jest silna słabością opozycji. Teraz sytuacja się nieco odwraca – opozycja zaczyna być silna słabością Platformy. Ta słabość PO jest widoczna bardzo wyraźnie i co więcej – myślę, że w dużej mierze wynika ona ze słabości lidera. Coś, co się sprawdzało przez długi czas, w pewnym momencie staje się obciążeniem. Donald Tusk długo był atutem Platformy - był jej najbardziej widocznym, wyrazistym politykiem, cieszył się ogromnym poparciem i bardzo dobrze wypadał w sondażach zaufania. Teraz mam wrażenie, że - zwłaszcza po drugich z rzędu wygranych wyborach - Tusk stracił rytm. Być może tak musiało się stać, nie wnikam w przyczyny. Wygląda jednak na to, że Tusk staje się coraz większym obciążeniem dla swojej formacji.

 

To się oczywiście nie przekłada na jakiś radyklany wzrost poparcia dla partii opozycyjnych. Widać mały wzrost poparcia dla PiS, ale mam wrażenie, że dochodzi ono do takiej granicy wysycenia. Prawo i Sprawiedliwość ma bardzo duży elektorat negatywny, a nie stoimy teraz przed wyborami prezydenckimi, w których mamy trzech kandydatów i na wady jednego z nich można przymknąć nieco oko. Oferta jest tu większa i efekt jest taki, że dość drastycznie poparcie spada Platformie, a PiS lekko się wznosi.

 

To wszystko mocno przebudowuje scenę polityczną, ale cały czas trzeba pamiętać, że do planowych wyborów mamy prawie cztery lata, w tym czasie może się bardzo dużo stać. Zobaczymy, jak na obraz rządzącej partii wpłynie Euro 2012 – to jest dla nich taki piarowski mocny punkt, a przynajmniej taką mają nadzieję (bo mocny punkt równie dobrze może okazać się klęską).

 

Jedno w świetle sondaży pozostaje faktem – okres wizerunkowej dominacji Platfromy się skończył, nawet pomimo faktu, że wiele mediów wciąż trzyma nad tą partią (może nieco mniej szczelny, ale zawsze) parasol ochronny. Po drugie, niestety po stronie PiS nie widać żadnego świeżego impulsu, dlatego nie przekonuje mnie narzekanie na brak jedności na prawicy. Takie narzekanie zawsze kojarzy mi się nieudanymi ruchami zjednoczeniowymi typu Konwentu św. Katarzyny, a jeszcze wcześniej – ze sztucznie utrzymywaną jednością w latach '90, która przykrywała bardzo istotne napięcia, a częściowo służyła temu, by niektórych w ogóle usunąć z życia politycznego. Nie jestem zwolennikiem takiego stawiania sprawy, jak to zrobił w liście do apostatów Jarosław Kaczyński, który napisał, że bycie poza PiS to działanie na szkodę Polski. To nieprawda! Każdy ma prawo do wyboru swojej politycznej frakcji, PiS nie jest znowu aż tak atrakcyjny, żeby nie można było wyobrazić sobie innych prawicowych rozwiązań. Oczywiście, jest partią najsilniejszą na prawicy, ale to jeszcze nie jest taki moment, który wymuszałby jakieś sojusze. Jesteśmy jeszcze daleko przed wyborami parlamentarnymi, najpierw czekają nas wybory do Parlamentu Europejskiego i to może być pewien test dla Platformy. Najciekawsze będzie to, jak się zachowa Solidarna Polska, bo jej trzon stanowią europosłowie, więc ich sukces mógłby być dobrą kartą przetargową.

 

Not. Marta Brzezińska