Warszawę w środę sparaliżowali protestujący taksówkarze. Taką formą protestu na pewno zyskali sobie ogromną sympatię wielu zwykłych ludzi, którzy przez nich pospóźniali się do szkoły, na zajęcia, do pracy, z dziećmi do przedszkola. Może taksówkarze nie mają speców od PR-u, ale tu wystarczy ruszyć głową. Żaden z nich tego nie zrobił, więc podpowiadam: jak się protestuje przeciwko polityce rządu, to należy to robić tak, aby utrudnić w jakiś sposób życie rządowi, a nie zwykłym ludziom.


Taksówkarze opowiadają bujdy o tym, że deregulacja ich zawodu to narażenie ludzi na niebezpieczeństwo. Nie – to danie ludziom wyboru. Wybór polega na przykład na tym, że kto chce, może pojechać droższą taksówką z korporacji która egzaminuje swoich kierowców i bardzo dba o ich poziom. Kto zaś chce pojechać taniej, może wziąć taksówkę, której kierowca nie musi zdawać żadnych egzaminów. Najwyżej zabłądzi. Wybór klienta i klient poniesie jego konsekwencje. Ja lubię mieć wybór.


Dziś mamy system limitów liczby taksówek w miastach (socjalistyczny absurd) oraz egzaminy, a i tak nie załatwia to w żadnym stopniu patologii, jaką są taksówkowi oszuści – choćby ci łowiący klientów na warszawskim Okęciu. Kierowcy z koncesją bywają grubiańscy, chamscy i także błądzą. Za to limity i koncesje dają im możliwość windowania cen. Zatem bardzo proszę taksówkarzy: przestańcie posługiwać się obłudnym argumentem, że protestujecie w interesie klientów. Z interesem klientów nie ma to zgoła nic wspólnego.

 

eMBe/Fakt.pl