Publicysta "Faktu" w swoim felietonie odniósł się do rewelacji "Rz" na temat śladów materiałów wybuchowych w tupolewie i reakcji Jarosława Kaczyńskiego na tego newsa. Lider PiS, na słowo "trotyl", "pojawił się publicznie jeszcze przed konferencją prokuratury wojskowej, by poinformować opinię publiczną o „straszliwej zbrodni”. - No i zaczęła się jazda, w której apogeum Donald Tusk mógł stwierdzić, że nie jest w stanie ułożyć sobie stosunków w jednym państwie z liderem opozycyjnej partii. Co oczywiście natychmiast wywołało u części obserwatorów logiczną i godną uwagi refleksję, że być może powinien w takim razie czym prędzej nasz kraj opuścić - napisał Warzecha.
Zdaniem publicysty, Kaczyńskiemu w kilka sekund udało się skutecznie zniwelować znaczną część wysiłków własnej partii włożonych w kształtowanie nowego wizerunku jako siły umiarkowanej i rozsądnej. - Zapewnił też Platformie kilkupunktową zwyżkę w sondażach - zauważył Warzecha, przypominając jednocześnie fakt, że w kilku ostatnich sondażach to PiS wychodził na prowadzenie.
- Teraz dysydenci z obozu Tuska zobaczyli ponownie „strasznego Kaczora”, rzucającego bez oporów słowo „zbrodnia”, a na to słowo są uczuleni. No bo skoro „zbrodnia”, to zaraz trzeba będzie kogoś za nią wsadzić, a może i wojnę z Ruskimi rozpocząć, co przecież wieszczą w przypadku wygranej Kaczyńskiego prorządowi dziennikarze. A skoro tak, to może i Tusk nie jest idealny, ale przynajmniej do wojny nie prze. Trzeba go na nowo polubić. Z drugiej strony zaś uaktywniła się grupa „wolnych Polaków”, akceptujących in blanco każde posunięcie lidera PiS, zachwyconych tym, że „w końcu powiedział prawdę”, niezależnie od politycznych konsekwencji - podkreślił Warzecha.
Publicysta widzi dwa wyjaśnienia tej sytuacji. Pierwsze takie, że Kaczyński rzeczywiście nie może się powstrzymać. Drugie - lider PiS działa w sposób całkowicie przemyślany. - Zastanawiam się, jakie określenie zarezerwował prezes PiS na moment, gdy mogłyby wyjść na jaw niepodważalne już dowody, że faktycznie mieliśmy do czynienia z celowym działaniem. I nic nie jestem w stanie wymyślić - konstatuje Warzecha.
eMBe/Fakt.pl
