Nie ulega dla mnie wątpliwości, że człowiek, który zaatakował ludzi w biurze PiS-u, jest niepoczytalny. Jednak to nie zmienia postaci rzeczy, że coś tego człowieka do ataku zainspirowało. Ja nie waham się nazwać tego atakiem politycznym. Jeżeli wierzyć relacjom mówiącym, co ten człowiek krzyczał, to jego motywacja była polityczna i myślę, że zachowanie to miało swe źródło w przyzwoleniu na spór polityczny, który wyklucza jakiekolwiek porozumienie. Obie strony prowadzą spór polityczny w sposób taki, że nie chodzi w nim o pokonanie przeciwnika, a o jego totalne zniszczenie. Jak się okazuje, chodzi również o zniszczenie fizyczne. Jestem bardzo ciekaw, jak się czuje dziś Radosław Sikorski, który mówił o dorzynaniu watahy. Do takiego dorzynania dziś doszło - dosłownie. Uważam, że obecne wydarzenie powinno być bardzo poważnym sygnałem ostrzegawczym dla elity politycznej, by przystopowała. Mówiąc to mam pełną świadomość, że tak się nie stanie. Jestem gotów stawiać dolary przeciw orzechom, że za moment usłyszymy od jakiegoś posła PO, że to i tak wina PiS, bo to oni rozpętali ten konflikt.
not. Ł.A.
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

