Jeżeli w tej sytuacji politycy, którzy również odpowiadają za – jak twierdzą – regulacje prawne, które wymuszają taką sytuację, rozkładają ręce i mówią, że nic nie mogą zrobić, to ja im mówię: „Idźcie się pobawić w piaskownicy”.

 

Sytuacja, kiedy zdejmuje się z siebie odpowiedzialność za tak skandaliczne okoliczności i przebieg zdarzeń, tłumacząc się tym, że po prostu takie jest prawo, jest trudna do pojęcia. Nie jest tak, że przepisy prawa mają stać w konflikcie z najbardziej podstawowym poczuciem przyzwoitości. Zwłaszcza, że nie mamy tutaj do czynienia z sytuacją, która dotykałaby kwestii przyzwoitości. Na przykład więzień, który odsiadywał wyrok za jakieś gwałty i rozboje zgłasza się po odszkodowanie, że był w więzieniu źle traktowany. On przynajmniej przeszedłby całą procesową drogę, konieczną do tego, by sąd przyznał mu odszkodowanie. Tutaj mamy zupełnie inną sytuację – blamaż, porażkę urzędnika, który wylatuje z posady (zresztą, będąc kozłem ofiarnym, bo stanowisko powinna stracić minister Mucha) i jeszcze dostaje pieniądze, ale właśnie – za co?

 

Za ten „wielki” sukces. Chyba, że przyjmiemy, że to taka ogólna zasada w rządzie. To by się nawet komponowało, bo jak pamiętamy – Mirosław Drzewiecki odszedł z rządu w związku z olbrzymimi sukcesami, które odnosił. Podobnie, jak minister Bogdan Klich – też był znakomitym ministrem, dlatego musiał odejść. Rozumiem, że pan Kapler był wyśmienitym dyrektorem Narodowego Centrum Sportu i dlatego odchodzi. Ale był tak wyśmienity, że dostaje jeszcze ponad pół miliona premii. Za taką wyśmienitość i ekstraklasę coś się w końcu należy.

 

Not. eMBe